W dużym skrócie jest to historia pewnej namiętności. Namiętności prowadzącej do granic obłędu.

Pewnej nocy Mario Lopez w jednym z klubów, w których z reguły nie bywa, poznaje Blankę. Dziewczyna przeżywa właśnie rozstanie z pewnym malarzem, a Mario, urzędnik z Jaén, oferuje jej stabilizację. Tylko czy na pewno tego potrzebuje kobieta, która do tej pory wiązała się z mężczyznami nadającymi sobie miano artysty?

To opowieść o tym, co musiało się stać. Wszechświaty tych dwojga się przecięły, ale w końcu musiały pomknąć dalej - oddzielnie. Mario to mężczyzna wychowany w trudnych warunkach na wsi, obecnie pracujący jako kreślarz w urzędzie, wszystko czego pragnie to stabilizacja i Blanka. Ona została wychowana w rodzinie, w której nigdy nie brakowało pieniędzy, nie może żyć bez sztuki, której oddaje się bez reszty. Klimatem przypominało mi to film "Vicky Cristina Barcelona" W. Allena.

Powieść jest króciutka, prawie nie ma w niej dialogów. Pozostawia po sobie lekkie uczucie otępienia.

Złoty rydwan - Salwa Bakr

poniedziałek, 26 lipca 2010


Poruszająca historia (a właściwie poruszające historie) kobiet odbywających kary w egipskim więzieniu.

Złoty rydwan to pojazd, którym jedna z więźniarek, Aziza, chce ulecieć do Raju zabierając ze sobą najbardziej sprawiedliwe (sic!) i najbardziej doświadczone przez życie współwięźniarki. Kobiety zamieszkujące więzienie pochodzą z różnych warstw społecznych, a na sumieniu mają różnego rodzaju przewinienia - często morderstwa i kradzieże, ale też np. żebractwo. Aziza skazana na dożywocie ma mnóstwo czasu, aby raz po raz we wspomnieniach przeżywać to, co ją spotkało i przygotować do podróży rydwan.

Narratorka w niezwykle obrazowy sposób przedstawia sylwetki poszczególnych więźniarek. Często wydaje się, że zbrodnie przez nie popełnione są całkowicie usprawiedliwione i wręcz przysłużyły się światu, a na pewno ich zdrowiu psychicznemu i fizycznemu. Po raz kolejny też widzimy, że pozycja kobiety w świecie arabskim, owszem, jest niższa od pozycji mężczyzny, ale bardzo często uwarunkowana przez same kobiety.

"Złoty rydwan" to nie jest tradycyjna powieść. Ma wstęp, rozwinięcie i zakończenie, ale stanowi jakby inny wymiar tego gatunku. We wstępie poznajemy Azizę (i nie mam tu na myśli wstępu napisanego przez prof. Marka M. Dziekana), w rozwinięciu historie jej współwięźniarek, które według Azizy godne są podróży złotym rydwanem, a zakończenie to wyruszenie rydwanu w podróż. Powieść zrobiła na mnie spore wrażenie. To niezwykłe studium kobiecości dążącej do spełnienia swoich marzeń i do lepszego życia.


Tytułowym czynnikiem krytycznym jest to, co od jakiegoś czasu u pacjentów Angels Healthcare wywołuje powikłania pooperacyjne, po których następują zgony. Chodzi o pewien szczep gronkowca.

Po raz kolejny spotykamy Jacka Stapletona oraz jego (od roku już) żonę - Laurie Montgomery - parę anatomopatologów pracujących w Inspektoracie Medycyny Sądowej dla miasta Nowy Jork. Kiedy weszłam z nimi do wspomnianego Inspektoratu poczułam się jakbym odwiedzała dobrze znane mi miejsce i takie, w którym świetnie się czuję. Zadziwiające tym bardziej, że to przecież kostnica i prosektorium.

Jack ulega kontuzji podczas gry w koszykówkę i ma przejść operację kolana w szpitalu ortopedycznym sieci Angels. W tym samym czasie Laurie przeprowadza sekcję, która wykazuje, że pacjent tej sieci po takiej samej operacji zmarł na martwicze zapalenie płuc. Wtedy zaczyna "węszyć" i okazuje się, że przypadek nie jest odosobniony.

Bardzo lubię Cooka, więc z przyjemnością czytałam kolejną powieść, która wyszła spod jego pióra. Może styl bywa czasem nieco sztuczny, ale pomysły ma świetne. Tylko potem trzęsę się na myśl, że miałabym się poddać nawet rutynowemu zabiegowi w jakimkolwiek szpitalu ;) To kolejna książka tego lekarza-pisarza, w której pokazuje współegzystowanie medycyny i biznesu.

Jeszcze takie moje przemyślenie. Nie wyobrażam sobie pracy z mężem w tym samym miejscu - i to do tego miejscu, w którym przeprowadza się sekcje zwłok. To tak na przyszłość, bo na razie nie mam męża ;)

"Czynnik krytyczny" to nic wybitnego. To po prostu dobra książka. Również na lato.


Symboliczna opowieść osadzona w beduińskiej rzeczywistości.

Opowieść snuje tytułowa Fatima, pięcioletnia córka wodza plemienia. Dziewczynka, mimo swego niezbyt imponującego wieku, całkiem sprawnie opowiada o tym, co dzieje się w części wioski przeznaczonej dla kobiet. Nie ma tutaj pomiatania kobietami przez mężczyzn, które często kojarzy się ze światem arabskim. Jedynymi osobami, przez które kobiety uważane są za nic są - inne kobiety. Fatima na kartach powieści dorasta, ale nigdy nie przestaje być samotna i nie przestaje tęsknić za wolnością. Wciąż żyje w krainie swoich fantazji.

"Namiot Fatimy" wciąga jak studnia, w której chowa się tytułowa bohaterka. Wciągają opowieści, piosenki, kobiecy świat zupełnie inny od tego naszego, europejskiego. To niepowtarzalne doznanie pozwalające spojrzeć na ten świat inaczej niż dotychczas. Może czasem zbyt symboliczna, ale niezwykle poetycka opowieść.

Próba krwi - Ian Rankin

czwartek, 15 lipca 2010


Cieszę się, że nareszcie skończyłam czytać tę książkę. Nie wiem - może to pogoda, może coś innego, ale nie było łatwo, a czytanie wymagało ode mnie niezwykłej mobilizacji.

W pożarze ginie niejaki Martin Fairstone nachodzący (teraz to się nazywa "stalking") detektyw sierżant Siobhan Clarke. Kolega pani sierżant - detektyw inspektor John Rebus ma poparzone ręce. W tym samym czasie w jednej ze szkockich szkół dochodzi do tragedii - były żołnierz wkracza na jej teren, co kończy się trzema śmiertelnymi ofiarami i jednym rannym. Detektyw Rebus zostaje zaangażowany w śledztwo dotyczące przyczyn zdarzenia również ze względu na swoją wojskową przeszłość. Wojskowych uczy się zabijania, a kiedy kończą służbę - czasem zapomina się ich "wyłączyć"...

Niby wszystko ok. Jest akcja, jest zagadka do rozwiązania, są twisty fabularne. Ale czegoś jednak brakuje. Odpowiedniego tempa wydarzeń. Książka jest podzielona na 7 dni - tyle trwa śledztwo. Ja miałam wrażenie, że trwa ono znacznie dłużej. Po prostu się wlekło. No i polskie tłumaczenie tytułu jest, moim zdaniem, nietrafione. Angielskie "A question of blood" pasuje znacznie bardziej.

"Próba krwi" mnie nie zachwyciła, ale niewykluczone, że gdybym czytała tę książkę w innym czasie uznałabym, że jest całkiem w porządku.

Krzyżacy - Henryk Sienkiewicz

poniedziałek, 12 lipca 2010


Wśród wielu rocznic narodowych najczęściej obchodzimy te, podczas których gloryfikujemy klęski naszego narodu. Na szczęście od czasu do czasu jest też miejsce dla spektakularnych zwycięstw. Do takich zalicza się przede wszystkim bitwa pod Grunwaldem - warta wspomnienia również ze względu na przypadającą za kilka dni rocznicę jej rozegrania. Czy rycerze idący w bój 15 lipca 1410 r. myśleli o tym, że za 600 lat wciąż będą odbywać się inscenizacje ich walki? Najpewniej nie. Prawdopodobnie w ogóle nie przypuszczali, że świat tak długo będzie istniał.

Średniowiecze to czas miecza i krzyża - wiara w gniew Boży i strach przed nim rządziły ówczesnym życiem, a rozlew krwi odbywał się w imię wyższych wartości. Wierzono, że walkę wygra ten, komu sprzyja Bóg. A do walk i pojedynków rycerze byli skorzy. Zbyszko (ten z Bogdańca) tak bardzo chciał ściąć pawie czuby z niemieckich głów, że wymodlił nam wojnę z Krzyżakami (to takie uproszczenie - proszę nie cytować tego na polskim ;) ).

Nie będę opowiadać fabuły, bo większości czytających jest prawdopodobnie znana. Zwrócę tylko uwagę na to, co najbardziej chwyciło mnie za serce, mianowicie - wiara średniowiecznych ludzi w relikwie typu: trzonowy ząb Marii Magdaleny, ręka świętego Liberiusza lub palec od nogi świętego Ptolemeusza. Natomiast największym hitem na rynku relikwii był dla mnie szczebel z drabiny, która przyśniła się Jakubowi oferowany przez Sanderusa - handlarza relikwiami i odpustami (odpusty grzechów przeszłych i przyszłych, na 300 lub 500 lat, ale są też tańsze - na krócej).

Godne podziwu jest jak Sienkiewicz potrafił połączyć fikcyjnych bohaterów z tak doniosłymi wydarzeniami w średniowiecznej Polsce (Królestwie Polskim). Trzeba przyznać, że "Krzyżacy" to, mimo protestów młodzieży szkolnej, kawał dobrej powieści historycznej.

Repetycje - Martyn Bedford

niedziela, 11 lipca 2010


repetycja:
1. powtórzenie, zwłaszcza przerobionej lekcji; przepytywanie uczniów z przerobionego materiału lekcyjnego;
2. lit. wielokrotne użycie tego samego wyrazu, zwrotu, zdania dla nadania wypowiedzi mocniejszego zabarwienia emocjonalnego, podkreślenia wagi jakiegoś motywu, wzmocnienia rytmu; powtórzenie;
3. muz. a) powtórzenie części wykonywanego utworu muzycznego, oznaczonej w nutach znakami w postaci dwóch podwójnych linii pionowych z kropkami; b) ten sam znak, znak powtórzenia;
4. teatr. film. próbne wykonanie*

Bohaterem "Repetycji" jest Gregory Lynn, mający 35 lat kawaler. Mówi też o sobie, że jest jedynakiem od piątego roku życia - wtedy zmarła jego siostra Janice. Do pełnej prezentacji dodaje, że jest sierotą - jego ojciec zginął w wypadku kiedy Greg był dzieckiem, a matka zmarła tuż przed początkiem akcji książki. To, czego o sobie nie mówi, a co jest ważne, to fakt, że jest świetnym rysownikiem. Rysuje komiksy, których bohaterami są ludzie w jakiś sposób z nim związani oraz on sam. To, co rysuje, czasem zdarza się naprawdę.

Po śmierci matki Gregory rozpoczyna swoje repetycje. Najpierw na strychu odnajduje stare świadectwa szkolne, a potem udaje się do nauczycieli, którzy mieli na niego największy wpływ. Tylko że Greg chyba nie do końca jest poczytalny, a to nie sprzyja wspominaniu starych czasów przy filiżance dobrej kawy.

To duszna opowieść o tym jak wychowanie, nauczanie i naturalne predyspozycje kształtują osobowość jednostki. Za sprawą wspomnień bohatera poznajemy jego dzieciństwo w domu i młodość w szkole. Mamy szansę zobaczyć w jaki sposób zinternalizował (powiedzmy - przyswoił) przekazywane normy i jak wykorzystał je w dorosłym życiu. Geniusz czy nieprzystosowany społecznie dziwak?

Ciężka lektura z mnóstwem wulgaryzmów, ale też w ciekawej formie z wieloma definicjami słownikowymi słów, których powszechnie używamy. Można przeczytać, ale nie polecam na upalne lato.

* E. Sobol (red.), Słownik Wyrazów Obcych, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2002


Znajdź różnice między obrazkami - chciałoby się rzec. A dokładniej ponad sto różnic między zdjęciami dawnej Łodzi, a tymi z 2009 r.

Fotospacerownik, jak głosi jego tytuł, zabiera nas w podróż w czasie i przestrzeni. Nie byle jaką podróż. Współczesne zdjęcia obejmują niemal te same kadry, które widzimy na starych fotografiach. Niektóre miejsca tak bardzo się zmieniły, że trudno je rozpoznać, inne nie zmieniły się prawie w ogóle - tylko drzewa urosły.

Pomysł fotospacerownika jest świetny - tak samo jak jego wykonanie. Każda para zdjęć opatrzona jest krótką notatką na temat historii sfotografowanego miejsca. Archiwalne zdjęcia pochodzą z różnych okresów - od początku XX w. do lat 70. (także wieku XX). Kiedy porówna się je ze współczesnymi - może nie zawsze będziemy zachwyceni tym, jak obecnie wygląda Łódź, ale moim zdaniem ogólnie jednak wygląda lepiej. A na pewno teraz jest znacznie bardziej zielona. Może moja ocena różniłaby się gdyby w albumie znalazły się inne zdjęcia, gdyby selekcja została przeprowadzona inaczej.

Szczególnie miłośników Łodzi zachęcam do zapoznania się z tym fotospacerownikiem.

Twitter

Instagram

Quaz Bogart idzie w miasto. A ja jak powinnam się ubrać?

Post udostępniony przez Dorota (@schizma9)

© Kawałek Cienia
designed by templatesZoo