Bardzo długo zbierałam się do napisania tego tekstu. Tak długo, że już nie pamiętam wszystkich niuansów przeczytanej historii. Ale czasem trzeba wziąć głębszy oddech (tak się mówi?), trochę odpocząć, spojrzeć z dystansu na to co się robi.

Zatem do rzeczy. Nie dość, że długo się zbierałam do napisania o tej książce (właściwie to do napisania o czymkolwiek), to długo też zbierałam się do jej przeczytania. Powód był prosty - książka jest długa, a ja nie miałam czytnika. Czytanie z ekranu komputera, o czym już się przekonałam, jest dosyć niewygodne i na dłuższą metę męczące. Szansa na przeczytanie Pierwszej... pojawiła się kiedy zaczęłam pracę, w której, jak się okazało, nie zawsze jestem zawalona sprawami nie cierpiącymi zwłoki. Tak sobie zaczęłam podczytywać, ale to też szło dosyć opornie. Aż w końcu na Gwiazdkę dostałam Kindle’a i w końcu osiągnęłam kolejny czytelniczy sukces.



Mam z tym opowiadaniem problem. Powiem wprost: nie podobało mi się, ale dostałam je od autora. I nie mówcie, że to nie ma żadnego znaczenia. Widziałam na jakimś blogu (nie pamiętam już na jakim) dosyć entuzjastyczną recenzję Rozmazanego makijażu i zaczęłam się zastanawiać czy ja czegoś tam może nie dostrzegłam. Ale, tak prawdę mówiąc, nie sięgałam głębiej, bo wierzch mnie nieco odrzucił.

Historia, jak to w opowiadaniu, jest prosta. Nastoletnia Amelia zakochuje się w swoim nauczycielu historii. Dla niego się maluje, dla niego się ubiera, do niego pisze wiersze. Ale na imprezie urodzinowej koleżanki poznaje pewnego maturzystę (sama jest w gimnazjum), który przez moment alkoholowego zamroczenia wydaje jej się bardziej odpowiednim partnerem. Jak to wszystko się kończy? Do pewnego stopnia nieoczekiwanie.


Dym i lustra - Neil Gaiman

wtorek, 1 stycznia 2013

Dym i lustra to lektura specyficzna. Składają się na nią opowiadania, które Gaiman pisał w latach 80-tych głównie do różnych antologii, a tutaj zostały pozbierane i wydane jako oddzielna książka.

Książka dziwna, nieco koszmarkowa, często tchnąca horrorem. Wiadomo, autor Panem jest i Władcą na swoim poletku, ale mnie chyba nie podeszły jego opowiadania. Poza trzema – jedno stworzone jako prezent ślubny (nie wręczony) o pewnym małżeństwie, które czytało historię swojego życia, drugie o starszej kobiecie, która w sklepiku ze starzyzną kupiła Świętego Graala, a trzecie o aniołach. Pozostałych nie mogłam czytać przed snem.



Janina Bauman była żoną słynnego Zygmunta, boga socjologii (przynajmniej na moim kierunku studiów w Łodzi). Oprócz tego przez wiele lat po wojnie pracowała w odradzającym się polskim przemyśle filmowym – aż do 1968 roku, kiedy po wydarzeniach marcowych musiała wraz z mężem i dziećmi wyjechać z Polski.



Czyta: Maja Ostaszewska
Długość: 519 minut (ok. 8,5 h)

Kolejna książka, której fragmenty mieliśmy w podręczniku do polskiego w liceum i choć pamiętam, że wtedy mi się nie spodobała, to jednak wciąż miałam ją gdzieś z tyłu głowy. A ponadto - mój pierwszy audiobook. Czy to była udana przygoda? Chyba tak, chociaż mam też takie niejasne uczucie, że ktoś mi coś zabrał – jakąś przyjemność z „osobistego” czytania. Dziwnie się czuję z tym, że to Maja Ostaszewska w pewnym sensie przeczytała książkę za mnie… (Hm, tak sobie teraz myślę, że jednak miałam już do czynienia z audiobookiem. Kiedyś byłam w posiadaniu kasety magnetofonowej z nagraną Karolcią Marii Krüger.)



Czuję się trochę jak podczas sesji na studiach – robię wszystko, żeby nie zacząć pisać, wszystko wydaje się być ciekawsze, a dokument tekstowy cały czas otwarty, bo przecież się zbieram… Też tak miewacie? Na studiach byliśmy gotowi (moi znajomi również) przemalowywać ściany byle tylko odsunąć od siebie konieczność nauki do kolejnego kolokwium czy egzaminu… Ale ta notka oczywiście niekoniecznie ma dotyczyć moich wspomnieć ze studiów ;)

Książka, o której dzisiaj piszę, nosi tytuł Miesiąc z komisarzem Montalbano, ponieważ w istocie jest to 30 krótkich opowiadanek połączonych ze sobą postacią tytułowego funkcjonariusza. Może wiecie (a może nie), że przeczytałam w swoim życiu (brzmi jakbym dobijała sześćdziesiątki?) sporo kryminałów i/lub książek sensacyjnych, wiele z nich zanim założyłam bloga. Wciąż lubię wracać do tego gatunku, nawet jeżeli jest nazywany takim z dolnej półki, chociaż teraz staram się czytać bardziej różnorodną literaturę. Ale wracając do tematu…


UP THE IRONS!

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Muszę się pochwalić i podzielić moją radością - w sobotę kupiliśmy bilety na lipcowy koncert Iron Maiden w Polsce :) W związku z tym 3 lipca 2013 mam zajęty wieczór, gdyż będę go spędzać w łódzkiej Atlas Arenie. Jeśli ktoś byłby zainteresowany - tutaj można nabyć bilety ;) Jeśli nie możecie do Łodzi, to wpadnijcie do Gdańska gdzie będą grali dzień później. A tutaj macie próbkę twórczości (dla tych, którzy nie znają - choć nie wierzę, że tacy są :P ):



Twitter

Instagram

Wyświetl ten post na Instagramie.

Co tu się...? #mrok #gusła #dziady

Post udostępniony przez Dorota (@schizma9)

© Kawałek Cienia
designed by templatesZoo