Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść historyczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść historyczna. Pokaż wszystkie posty
ebook
literatura norweska
Norwegia
obyczajowa
powieść historyczna
Czasem tak mnie nachodzi, żeby przeczytać coś obyczajowego, ale co mnie nie znudzi swoją słodką obyczajowością. Kiedy akcja powieści toczy się w północnej Norwegii, za kołem podbiegunowym, w XIX-wiecznej społeczności rybackiej, słodka obyczajowość jest ostatnim co przychodzi na myśl.
Czasem tak mnie nachodzi, żeby przeczytać coś obyczajowego, ale co mnie nie znudzi swoją słodką obyczajowością. Kiedy akcja powieści toczy się w północnej Norwegii, za kołem podbiegunowym, w XIX-wiecznej społeczności rybackiej, słodka obyczajowość jest ostatnim co przychodzi na myśl.
Francja
klasyka
literatura francuska
powieść historyczna
przygoda
sfilmowano
Włochy
Jestem bardzo zadowolona, że w końcu udało mi się przeczytać książkę, której ekranizację oglądałam wielokrotnie w telewizji (wersję z 2002 r., gdzie w rolach głównych wystąpili James Caviezel, Guy Pearce i Dagmara Dominczyk). Jakże bardzo różni się wersja filmowa od oryginału!...
| Wydanie dwutomowe w stylizacji ogrodowej |
Anglia
historia
literatura brytyjska
powieść historyczna
To druga książka, po "Kochanicach króla", która wchodzi w skład cyklu Powieści Tudorowskich autorstwa Philippy Gregory. Moim zdaniem ta część jest lepsza od poprzedniej.
Znowu Anglia, znowu XVI wiek. Król Edward (a właściwie jego dwór) odlicza dni do swej śmierci (wiem, brzmi nieco makabrycznie), a na wolne miejsce na tronie czekają jego dwie siostry - Maria, córka Katarzyny Aragońskiej, i Elżbieta, córka Anny Boleyn. Trzeba też pamiętać, że choć każde z tej trójki miało inną matkę, to ojcem wszystkich był Henryk VIII. I znowu czekają nas spiski i dworskie intrygi, szlachta jak chorągiewki na wietrze oraz wojny.
Znowu Anglia, znowu XVI wiek. Król Edward (a właściwie jego dwór) odlicza dni do swej śmierci (wiem, brzmi nieco makabrycznie), a na wolne miejsce na tronie czekają jego dwie siostry - Maria, córka Katarzyny Aragońskiej, i Elżbieta, córka Anny Boleyn. Trzeba też pamiętać, że choć każde z tej trójki miało inną matkę, to ojcem wszystkich był Henryk VIII. I znowu czekają nas spiski i dworskie intrygi, szlachta jak chorągiewki na wietrze oraz wojny.
Anglia
historia
literatura brytyjska
powieść historyczna
romans historyczny
sfilmowano
Nie zgadzam się z hasłem reklamowym umieszczonym w górnej części okładki: "Szokująca historia dwóch sióstr walczących o miłość króla". Nie o to w "Kochanicach króla" chodzi. Poza tym, nawet jeśli rzeczywiście walczą - to nie przez całą książkę i nie tylko o miłość króla.
Wydaje mi się, że Henryk VIII, król Anglii w latach 1509-1547, jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci historycznych w Europie. Wystarczy powiedzieć, że "to ten, który miał 6 żon". Znawcy historii, szczególnie Wielkiej Brytanii, pewnie łapią się za głowy, że w społecznej świadomości funkcjonują takie uproszczenia, ale nic nie mogą na to poradzić. A historia Henryka i towarzyszek jego życia jest szeroko wykorzystywana w kulturze.
"Kochanice króla" to nie jest książka ściśle historyczna. Autorka zachowała chronologię autentycznych wydarzeń, ale w bardziej szczegółowych punktach powieści nie do końca trzyma się prawdy (nie jest to zarzut, chociaż zaskoczyło mnie kiedy dowiedziałam się, że to nie Anna, lecz Maria była starszą Boleynówną). Akcja rozpoczyna się wiosną 1521 r. kiedy to 13-letnia Maria Boleyn, dwórka królowej Katarzyny Aragońskiej, żony Henryka VIII Tudora, obserwuje egzekucję Edwarda Stafforda, a kończy w maju 1536 r. ścięciem Anny Boleyn (wydaje mi się, że nie jest to spoiler - w końcu wydarzenie jest prawdziwe). Przez te 15 lat na dworze władcy najmożniejsze rodziny spiskują, knują, podstawiają królowi pod nos swoje najpiękniejsze córy, żeby tylko (albo aż) spłodził z jedną z nich syna, którego nie dała mu prawowita małżonka. Można powiedzieć, że jest to czas Howardów i Boleynów, bo to najpierw Marii, a potem Annie, która wspięła się na sam szczyt, udaje się zatrzymać przy sobie Henryka. Ale czasy są niepewne, łaska pańska na pstrym koniu jeździ, a król jest jak rozkapryszone dziecko, którego pragnienia należałoby zgadywać nim o nich w ogóle pomyśli.
Całość relacjonuje nam Maria, którą jako pierwszą Boleynównę, należącą również do rodu Howardów, popchnięto w ramiona króla. Ale ona nie miała takich ambicji jak jej siostra i cała reszta rodziny. Być może właśnie to pozwoliło jej być szczęśliwą i, co ważniejsze, zachować swoje szczęście mimo przeciwności.
Dziwne to były czasy pełne dworskich konfliktów i intryg. Czasy, w których trzeba było być dobrym strategiem umiejącym przewidzieć co przyniesie największą korzyść. Czasy, w których trudno było określić komu i kiedy należy się lojalność. Wygląda na to, że, wbrew pozorom, najlepiej mieli ci najniżej urodzeni. Przynajmniej w kwestii moralności.
Ale cóż ja mogę wiedzieć. Nie znam się na historii, a już szczególnie historii Wielkiej Brytanii. Za to powiem Wam, że książka okazała się całkiem ciekawa. Bohaterowie (w szczególności Anna Boleyn) to wzbudzali moją złość i irytację, to znów współczucie. Początkowo wydawało mi się, że akcja toczy się zbyt wolno, ale końcówkę przeczytałam jednym tchem. Generalnie mogę polecić "Kochanice króla" - szczególnie na zbliżające się długie jesienne wieczory.
P.S. Skoro jesteśmy (jestem?) w temacie, to 15-ego października zapraszam do Filharmonii Łódzkiej na transmisję opery "Anna Bolena" (Gaetano Donizetti) prosto z Metropolitan Opera w Nowym Jorku :)
[edit: Transmisje, o czym nie wspomniałam wyżej, bo nie sądziłam, że ktoś zwróci na to uwagę :P , odbywają się też w Krakowie i Rzeszowie; zaprosiłam do Łodzi, bo mam najbliżej ;) ]
Wydaje mi się, że Henryk VIII, król Anglii w latach 1509-1547, jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci historycznych w Europie. Wystarczy powiedzieć, że "to ten, który miał 6 żon". Znawcy historii, szczególnie Wielkiej Brytanii, pewnie łapią się za głowy, że w społecznej świadomości funkcjonują takie uproszczenia, ale nic nie mogą na to poradzić. A historia Henryka i towarzyszek jego życia jest szeroko wykorzystywana w kulturze.
"Kochanice króla" to nie jest książka ściśle historyczna. Autorka zachowała chronologię autentycznych wydarzeń, ale w bardziej szczegółowych punktach powieści nie do końca trzyma się prawdy (nie jest to zarzut, chociaż zaskoczyło mnie kiedy dowiedziałam się, że to nie Anna, lecz Maria była starszą Boleynówną). Akcja rozpoczyna się wiosną 1521 r. kiedy to 13-letnia Maria Boleyn, dwórka królowej Katarzyny Aragońskiej, żony Henryka VIII Tudora, obserwuje egzekucję Edwarda Stafforda, a kończy w maju 1536 r. ścięciem Anny Boleyn (wydaje mi się, że nie jest to spoiler - w końcu wydarzenie jest prawdziwe). Przez te 15 lat na dworze władcy najmożniejsze rodziny spiskują, knują, podstawiają królowi pod nos swoje najpiękniejsze córy, żeby tylko (albo aż) spłodził z jedną z nich syna, którego nie dała mu prawowita małżonka. Można powiedzieć, że jest to czas Howardów i Boleynów, bo to najpierw Marii, a potem Annie, która wspięła się na sam szczyt, udaje się zatrzymać przy sobie Henryka. Ale czasy są niepewne, łaska pańska na pstrym koniu jeździ, a król jest jak rozkapryszone dziecko, którego pragnienia należałoby zgadywać nim o nich w ogóle pomyśli.
Całość relacjonuje nam Maria, którą jako pierwszą Boleynównę, należącą również do rodu Howardów, popchnięto w ramiona króla. Ale ona nie miała takich ambicji jak jej siostra i cała reszta rodziny. Być może właśnie to pozwoliło jej być szczęśliwą i, co ważniejsze, zachować swoje szczęście mimo przeciwności.
Dziwne to były czasy pełne dworskich konfliktów i intryg. Czasy, w których trzeba było być dobrym strategiem umiejącym przewidzieć co przyniesie największą korzyść. Czasy, w których trudno było określić komu i kiedy należy się lojalność. Wygląda na to, że, wbrew pozorom, najlepiej mieli ci najniżej urodzeni. Przynajmniej w kwestii moralności.
Ale cóż ja mogę wiedzieć. Nie znam się na historii, a już szczególnie historii Wielkiej Brytanii. Za to powiem Wam, że książka okazała się całkiem ciekawa. Bohaterowie (w szczególności Anna Boleyn) to wzbudzali moją złość i irytację, to znów współczucie. Początkowo wydawało mi się, że akcja toczy się zbyt wolno, ale końcówkę przeczytałam jednym tchem. Generalnie mogę polecić "Kochanice króla" - szczególnie na zbliżające się długie jesienne wieczory.
P.S. Skoro jesteśmy (jestem?) w temacie, to 15-ego października zapraszam do Filharmonii Łódzkiej na transmisję opery "Anna Bolena" (Gaetano Donizetti) prosto z Metropolitan Opera w Nowym Jorku :)
[edit: Transmisje, o czym nie wspomniałam wyżej, bo nie sądziłam, że ktoś zwróci na to uwagę :P , odbywają się też w Krakowie i Rzeszowie; zaprosiłam do Łodzi, bo mam najbliżej ;) ]
Anglia
literatura amerykańska
powieść historyczna
romans historyczny

Romans historyczny z saksońsko-normańskimi bitwami II poł. XI w. w tle.

Romans historyczny z saksońsko-normańskimi bitwami II poł. XI w. w tle.
Tła historycznego może nie będę specjalnie przybliżać, bo zupełnie nie znam XI-wiecznej historii Anglii i boję się, że mogłabym coś przekręcić lub gdzieś się zaplątać. Istotne natomiast jest to, że osią całej opowieści jest rodząca się miłość między normańskim dowódcą, a młodą Saksonką. I na tym właściwie mogłabym zakończyć opis fabuły, bo któż z nas nie czytał "Romea i Julii"? No dobrze, to tak bazowo. Bo w szczegółach "Zdobywca" jednak nieco się różni od szekspirowskiego dramatu. Tutaj np. komplikację stanowi fakt, że Rolf, Norman, poślubił przyrodnią siostrę Ceidre, Saksonki. Ale wiadomo, że przez dziesięć wieków nieco w pojęciu moralności i etyczności się zmieniło i teraz małżeńska niewierność jest trochę bardziej napiętnowana. Właściwie to wtedy chyba w ogóle nie była, bo w końcu kobieta żadnych praw nie miała, a pan i władca we dworze to pan i władca.
Dosyć rozważań o nieoryginalnej fabule. Przejdźmy teraz do spraw dotyczących warsztatu. Gdyby to była videorecenzja, teraz zaległaby kłopotliwa cisza. Rzekłabym, że językowo "Zdobywca" jest mizerny. Jak wspomniałam na początku - jest to romans. I jak na romans przystało, jest tu sporo "dzikiej namiętności". Ale kiedy po raz kolejny czytałam o "pulsującym organie sterczącym aż do pępka"... Sami rozumiecie. Już kiedyś pisałam, że bawią mnie sceny seksu w kryminałach. Wygląda na to, że w romansach też, a w tych drugich są zdecydowanie bardziej uzasadnione.
A jednak coś w tej książce było. Nie potrafię powiedzieć co. Może zamkowy klimat, ale tak naprawdę wydaje mi się, że opis, którego dokonała autorka nie do końca pozwalał umiejscowić akcję w średniowieczu. Równie dobrze mogłyby to być czasy późniejsze (musieliby się zmienić jedynie historyczni dowódcy). A może była to druga warstwa fabuły - ta, która nie dotyczyła bezpośrednio romansu, a stanowiła jego tło. Zazdrosna żona Rolfa, uległy mąż Ceidre albo jej bracia obmyślający w ukryciu spisek.
"Zdobywca" zostawił po sobie głównie rozbawienie.
literatura amerykańska
literatura współczesna
powieść historyczna
sfilmowano
Włochy

Nawet jeśli nie czytaliście ani nie oglądaliście "Ojca Chrzestnego" to z pewnością kojarzycie to dzieło o włoskiej mafii. "Rodzina Borgiów" jest ostatnią książką, która wyszła spod pióra autora losów Vita Corleone. Żeby nie było wątpliwości - znakomitą książką.

Nawet jeśli nie czytaliście ani nie oglądaliście "Ojca Chrzestnego" to z pewnością kojarzycie to dzieło o włoskiej mafii. "Rodzina Borgiów" jest ostatnią książką, która wyszła spod pióra autora losów Vita Corleone. Żeby nie było wątpliwości - znakomitą książką.
Akcja powieści toczy się w renesansowych Włoszech w czasach papieża Aleksandra VI. Stanowisko to sprawował Rodrigo Borgia. Dlaczego zatem książka nosi tytuł "Rodzina Borgiów"? Bo Rodrigo miał czworo dzieci (tak naprawdę miał ich więcej, ale tylko czwórka urodzona przez Vanozzę miała dla niego znaczenie). Zresztą posiadanie dzieci przez dostojników Kościoła nie było wtedy w żaden sposób piętnowane.
Czytając "Rodzinę Borgiów" jesteśmy świadkami przenikania się fikcji i prawdy. A raczej domysłów autora i zdarzeń historycznych. Mimo że powieść jest osnuta na rzeczywistych wydarzeniach to przecież nie możemy mieć pewności co do niepotwierdzonych szczegółów.
Mario Puzo uważał rodzinę Borgiów za pierwszą w historii mafię. Rodrigo, jak rasowy don, dbał o interesy klanu, ale wymagał posłuszeństwa i lojalności. Nie miał oporów, aby posunąć się do ostatecznych rozwiązań jeśli w grę wchodziła możliwość zachwiania władzy jego i jego dzieci. Trucizny, garoty, sztylety - to wszystko było w powszechnym użyciu. Ale papież Aleksander był też wrażliwy (u Puzo, nie wiem jak w rzeczywistości) na szczęście swoich potomnych. Lukrecję wyzwolił z więzów małżeństwa, które nie dawało jej szczęścia (tym bardziej, że związek ten przestał służyć celom papieża), a Cezarowi pozwolił zrzucić odzienie kardynała i stać się żołnierzem. Los najstarszego syna, ukochanego Juana, skłonił Aleksandra do podjęcia działań w kierunku reform Kościoła. Najmniej kochał Jofre, najmłodszego syna, nie był nawet pewien czy chłopak rzeczywiście został przez niego spłodzony.
"Rodzina Borgiów" jest trzecią książką w historii, która dostała ode mnie "szóstkę" w biblioNETce i 5 gwiazdek na LubimyCzytać. Jest fantastyczną fabularyzowaną opowieścią o tamtych czasach. Wśród postaci drugoplanowych pojawiają się np. Niccolo Machiavelli czy Leonardo da Vinci, co też dodaje powieści smaku. Myślę, że zdecydowana większość czytelników będzie usatysfakcjonowana po zamknięciu ostatniej strony powieści. Szczerze polecam.
klasyka
literatura polska
Polska
powieść historyczna
sfilmowano
wojna

Wśród wielu rocznic narodowych najczęściej obchodzimy te, podczas których gloryfikujemy klęski naszego narodu. Na szczęście od czasu do czasu jest też miejsce dla spektakularnych zwycięstw. Do takich zalicza się przede wszystkim bitwa pod Grunwaldem - warta wspomnienia również ze względu na przypadającą za kilka dni rocznicę jej rozegrania. Czy rycerze idący w bój 15 lipca 1410 r. myśleli o tym, że za 600 lat wciąż będą odbywać się inscenizacje ich walki? Najpewniej nie. Prawdopodobnie w ogóle nie przypuszczali, że świat tak długo będzie istniał.

Wśród wielu rocznic narodowych najczęściej obchodzimy te, podczas których gloryfikujemy klęski naszego narodu. Na szczęście od czasu do czasu jest też miejsce dla spektakularnych zwycięstw. Do takich zalicza się przede wszystkim bitwa pod Grunwaldem - warta wspomnienia również ze względu na przypadającą za kilka dni rocznicę jej rozegrania. Czy rycerze idący w bój 15 lipca 1410 r. myśleli o tym, że za 600 lat wciąż będą odbywać się inscenizacje ich walki? Najpewniej nie. Prawdopodobnie w ogóle nie przypuszczali, że świat tak długo będzie istniał.
Średniowiecze to czas miecza i krzyża - wiara w gniew Boży i strach przed nim rządziły ówczesnym życiem, a rozlew krwi odbywał się w imię wyższych wartości. Wierzono, że walkę wygra ten, komu sprzyja Bóg. A do walk i pojedynków rycerze byli skorzy. Zbyszko (ten z Bogdańca) tak bardzo chciał ściąć pawie czuby z niemieckich głów, że wymodlił nam wojnę z Krzyżakami (to takie uproszczenie - proszę nie cytować tego na polskim ;) ).
Nie będę opowiadać fabuły, bo większości czytających jest prawdopodobnie znana. Zwrócę tylko uwagę na to, co najbardziej chwyciło mnie za serce, mianowicie - wiara średniowiecznych ludzi w relikwie typu: trzonowy ząb Marii Magdaleny, ręka świętego Liberiusza lub palec od nogi świętego Ptolemeusza. Natomiast największym hitem na rynku relikwii był dla mnie szczebel z drabiny, która przyśniła się Jakubowi oferowany przez Sanderusa - handlarza relikwiami i odpustami (odpusty grzechów przeszłych i przyszłych, na 300 lub 500 lat, ale są też tańsze - na krócej).
Godne podziwu jest jak Sienkiewicz potrafił połączyć fikcyjnych bohaterów z tak doniosłymi wydarzeniami w średniowiecznej Polsce (Królestwie Polskim). Trzeba przyznać, że "Krzyżacy" to, mimo protestów młodzieży szkolnej, kawał dobrej powieści historycznej.
Francja
klasyka
literatura francuska
powieść historyczna
sfilmowano

To XIX-wieczna powieść historyczna, znana również jako "Dzwonnik z Notre-Dame", której akcja toczy się u schyłku wieku XV, w 1482 r., a więc jednocześnie u schyłku średniowiecza (jeśli przyjmiemy, że średniowiecze skończyło się wraz z odkryciem Ameryki). Wciąż jednak pokutuje w powieściowym średniowiecznym Paryżu przekonanie o istnieniu czarownic, które sprzymierzają się z diabłem.
Pewnie wszyscy słyszeli o nieszczęśliwym, garbatym, jednookim, głuchym dzwonniku imieniem Quasimodo. Ale prawdziwą bohaterką tej powieści jest Katedra Marii Panny, czy, mówiąc inaczej, Katedra Notre-Dame. W jej cieniu rozgrywają się wszystkie wydarzenia. W jej cieniu rozgrywa się tragedia.
Oto mamy Esmeraldę, 16-letnią cudną Cygankę, tancerkę występującą na rynku ze swoją kózką, Dżali. Dalej pojawia się archidiakon Klaudiusz Frollo. Dopóki nie zobaczył pięknej Esmeraldy jego jedyną miłością była nauka. Następnie kapitan Febus de Chateaupers, przystojny młodzieniec, któremu nie przeszkadzało w niczym narzeczeństwo z panną z dobrego domu. No i w końcu, wspomniany wcześniej, Quasimodo. Miłość (lub namiętność) trzech mężczyzn do jednej kobiety niezawodnie prowadzić musi do tragedii. Opowieść o tym jak namiętność prowadzi do upadku.
"XIX-wieczna powieść historyczna" - to brzmi strasznie. Ale jest to straszne jedynie na pozór. Oczywiście, jest kilka nużących opisów - nie przyrody, a architektury. Jest też kilka przydługich i zbyt filozofujących rozmów czy monologów. Ale całość prezentuje się naprawdę dobrze. Hugo skonstruował ciekawą, wciągającą fabułę ukazującą, poza głównym wątkiem, średniowieczny lud Paryża i jego zwyczaje, co stanowi dodatkową ciekawostkę. Polecam.
P.S. Pamiętacie gadające gargulce z "Dzwonnika z Notre-Dame" Disneya? U Hugo ich nie ma...

To XIX-wieczna powieść historyczna, znana również jako "Dzwonnik z Notre-Dame", której akcja toczy się u schyłku wieku XV, w 1482 r., a więc jednocześnie u schyłku średniowiecza (jeśli przyjmiemy, że średniowiecze skończyło się wraz z odkryciem Ameryki). Wciąż jednak pokutuje w powieściowym średniowiecznym Paryżu przekonanie o istnieniu czarownic, które sprzymierzają się z diabłem.
Pewnie wszyscy słyszeli o nieszczęśliwym, garbatym, jednookim, głuchym dzwonniku imieniem Quasimodo. Ale prawdziwą bohaterką tej powieści jest Katedra Marii Panny, czy, mówiąc inaczej, Katedra Notre-Dame. W jej cieniu rozgrywają się wszystkie wydarzenia. W jej cieniu rozgrywa się tragedia.
Oto mamy Esmeraldę, 16-letnią cudną Cygankę, tancerkę występującą na rynku ze swoją kózką, Dżali. Dalej pojawia się archidiakon Klaudiusz Frollo. Dopóki nie zobaczył pięknej Esmeraldy jego jedyną miłością była nauka. Następnie kapitan Febus de Chateaupers, przystojny młodzieniec, któremu nie przeszkadzało w niczym narzeczeństwo z panną z dobrego domu. No i w końcu, wspomniany wcześniej, Quasimodo. Miłość (lub namiętność) trzech mężczyzn do jednej kobiety niezawodnie prowadzić musi do tragedii. Opowieść o tym jak namiętność prowadzi do upadku.
"XIX-wieczna powieść historyczna" - to brzmi strasznie. Ale jest to straszne jedynie na pozór. Oczywiście, jest kilka nużących opisów - nie przyrody, a architektury. Jest też kilka przydługich i zbyt filozofujących rozmów czy monologów. Ale całość prezentuje się naprawdę dobrze. Hugo skonstruował ciekawą, wciągającą fabułę ukazującą, poza głównym wątkiem, średniowieczny lud Paryża i jego zwyczaje, co stanowi dodatkową ciekawostkę. Polecam.
P.S. Pamiętacie gadające gargulce z "Dzwonnika z Notre-Dame" Disneya? U Hugo ich nie ma...
Subskrybuj:
Posty (Atom)



