Pokazywanie postów oznaczonych etykietą młodzieżowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą młodzieżowa. Pokaż wszystkie posty

Koralina - Neil Gaiman

niedziela, 31 lipca 2016


Od ostatniego tekstu minęło tyle czasu, że aż mi głupio. Cały czas coś czytam, nawet po dwie książki jednocześnie, bo jedną, przeważnie papierową, czytam w domu, a drugą, w wersji elektronicznej, zapełniam sobie czas podczas powrotu tramwajem z pracy (choć teraz będzie tego tramwajowego czasu mniej, bo do jednej pracy zaczęłam jeździć samochodem). Niestety we wszystkich obowiązkach domowo-zawodowych i popracowym zmęczeniu przestało mi się już mieścić pisanie o zaliczonych lekturach - nie będę pisać, że teraz postaram się coś zmienić, bo wcale nie jestem o tym przekonana. Grunt, że dzisiaj usiadłam przed pustą kartką i spróbuję sobie przypomnieć swoje wrażenia z przeczytanej jakiś czas temu Koraliny. A zatem…

Witajcie po drugiej stronie lustra… A nie, to nie ta bajka…


I znowu Zafón. Kiedyś bardzo przypadł mi do gustu „Cień wiatru” jego autorstwa, „Gra Anioła” już trochę mniej. A potem zaczęto wydawać jego powieści dla młodzieży, które napisał wcześniej. Przeczytałam wszystkie, bo chciałam się przekonać czy są tak dobre jak pierwsza książka jego autorstwa, którą miałam w rękach. „Światła września” to ostatnia pozycja z serii młodzieżowej (chociaż w Polsce nie były wydawane chronologicznie). Całe szczęście.



Rzadko zdarza mi się przeczytać na wyjeździe jakąś książkę w całości. Tym razem się udało - głównie ze względu na prawie 8-godzinną podróż PKS-em do miejsca wypoczynku.

"Pałac Północy" to druga książka w dorobku pisarza (pierwsza to "Marina"). Czy bardziej udana? Można dyskutować.

Tym razem rzecz nie dzieje się w Barcelonie, a w Kalkucie. Tak, tak, w Indiach. Zafón jest jednak wierny czasom XX-lecia międzywojennego (i za to chwała mu!), które dobrze sprawdzają się w jego powieściach - jeśli oczywiście można tak powiedzieć. Ale do rzeczy.

Siedmioro wychowanków sierocińca St. Patrick's kilka lat wcześniej założyło tajne (a jakże!) stowarzyszenie o nazwie Chowbar Society z siedzibą w opuszczonym budynku nazwanym Pałacem Północy. Nadchodzi jednak dzień, w którym organizacja ma przestać istnieć, bo jej założyciele kończą po 16 lat i muszą opuścić mury swojego dotychczasowego domu. Według prawa osiągnęli dorosłość. Ostatniej nocy przed tym wydarzeniem jednego z członków Chowbar Society dogania przeznaczenie, któremu stawi czoła razem ze swoimi przyjaciółmi. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego!

Czyta się przyjemnie i lekko, jest trochę magii i sporo przyjaźni silniejszej niż strach. Nie jestem tylko pewna czy to wystarczy, żeby książka mogła się obronić. Moim zdaniem "Pałac Północy" jest słabszy od "Mariny", która powstała wcześniej. Nie chcę tutaj powiedzieć, że nie warto go czytać, bo wielbiciele Zafóna i tak sięgną po tę pozycję. Jeśli jednak ktoś dopiero zaczyna przygodę z tym autorem, to polecam najpierw przeczytać późniejsze książki ("Cień wiatru" i "Grę Anioła"), a "Pałac Północy" zostawić sobie na czas oczekiwania kolejnych "dorosłych" utworów pisarza.

Wiadomo - warsztat pisarski trzeba ćwiczyć. Dla mnie "Pałac Północy jest takim właśnie ćwiczeniem.

EDIT: Nie wiem skąd mi się wzięło, że "Marina" była pierwszą książką Zafóna :/ Oczywiście to "Książę Mgły" jest tą pierwszą, a "Marina" powstała jako czwarta. Może pomyłka wynikła z tego, że "Marinę" wydano jako pierwszą wśród powieści dla młodzieży. Przepraszam za błąd (nie będę go teraz poprawiać, bo musiałabym napisać opinię od nowa ;) ).


To pierwsza powieść tego, od jakiegoś czasu bardzo popularnego w naszym kraju, pisarza, ale wydana (przynajmniej w Polsce) jako ostatnia.

Jest rok 1943, trwa wojna. Małżeństwo Carverów wraz z trójką dzieci, 15-letnią Alicją, 13-letnim Maksem i 8-letnią Iriną, przeprowadza się do z miasta do małej osady położonej u wybrzeży Atlantyku. Kiedy mała Irina ulega w domu wypadkowi rodzice muszą jechać z nią do szpitala i tam czekać aż dziecko odzyska przytomność. W tym czasie Max i Alicja zaprzyjaźniają się z nieco starszym od nich Rolandem, a także poznają jego dziadka - miejscowego latarnika. Jeszcze nie wiedzą, choć już przeczuwają, że w te wakacje w osadzie wydarzy się coś niesamowitego, a równocześnie przerażającego. Odkryją istnienie magii.

"Książę Mgły" jest bardzo w stylu Zafóna, choć może nie powinnam tak mówić, bo przecież pozostałe jego książki powstały później. To może inaczej - widać tutaj jego pączkujący styl, który przez te wszystkie lata rozwinął. I choć ta pozycja jest o czymś zupełnie innym, to jednak wciąż na myśl przychodziła mi "Marina". Może dlatego, że obydwie są zaklasyfikowane jako książki dla młodzieży. Nie ma tu jednak wampirów, więc nie wiem czy młodzież (ta nastoletnia) to kupi.

Dobra książka, magiczna i mroczna. Może nie tak dobra jak "Cień wiatru", ale pozostaje w lidze.

Marina - Carlos Ruiz Zafón

sobota, 2 stycznia 2010


Po raz kolejny olśniła mnie mroczna Barcelona Zafona. Mniej niż w "Cieniu wiatru", bardziej niż w "Grze Anioła". Powieść dla młodzieży? Mam wrażenie, że niekoniecznie.

Nierealistyczna historia dwójki nastolatków, którzy przypadkiem się poznali i przypadkiem zaprzyjaźnili. I przypadkiem odkryli tajemnicę, która ich zmieniła, a której być może wcale nie chcieliby znać. Barcelona lat 80. XX wieku wciąga czytelnika na równi z bohaterami.

Nie mogę powiedzieć, że tą książką Zafon pokazał, że trzyma poziom, bo "Marina" została napisana wcześniej niż dotychczas wydane w Polsce jego powieści. To one trzymają poziom "Mariny". Dobra powieść. Oczarowała mnie. I zaczarowała. Dla tych, którzy lubią i chcą zostać zaczarowani.

Twitter

Instagram

Wyświetl ten post na Instagramie.

Co tu się...? #mrok #gusła #dziady

Post udostępniony przez Dorota (@schizma9)

© Kawałek Cienia
designed by templatesZoo