Kochanice króla - Philippa Gregory

wtorek, 20 września 2011

Nie zgadzam się z hasłem reklamowym umieszczonym w górnej części okładki: "Szokująca historia dwóch sióstr walczących o miłość króla". Nie o to w "Kochanicach króla" chodzi. Poza tym, nawet jeśli rzeczywiście walczą - to nie przez całą książkę i nie tylko o miłość króla.

Wydaje mi się, że Henryk VIII, król Anglii w latach 1509-1547, jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci historycznych w Europie. Wystarczy powiedzieć, że "to ten, który miał 6 żon". Znawcy historii, szczególnie Wielkiej Brytanii, pewnie łapią się za głowy, że w społecznej świadomości funkcjonują takie uproszczenia, ale nic nie mogą na to poradzić. A historia Henryka i towarzyszek jego życia jest szeroko wykorzystywana w kulturze.

"Kochanice króla" to nie jest książka ściśle historyczna. Autorka zachowała chronologię autentycznych wydarzeń, ale w bardziej szczegółowych punktach powieści nie do końca trzyma się prawdy (nie jest to zarzut, chociaż zaskoczyło mnie kiedy dowiedziałam się, że to nie Anna, lecz Maria była starszą Boleynówną). Akcja rozpoczyna się wiosną 1521 r. kiedy to 13-letnia Maria Boleyn, dwórka królowej Katarzyny Aragońskiej, żony Henryka VIII Tudora, obserwuje egzekucję Edwarda Stafforda, a kończy w maju 1536 r. ścięciem Anny Boleyn (wydaje mi się, że nie jest to spoiler - w końcu wydarzenie jest prawdziwe). Przez te 15 lat na dworze władcy najmożniejsze rodziny spiskują, knują, podstawiają królowi pod nos swoje najpiękniejsze córy, żeby tylko (albo aż) spłodził z jedną z nich syna, którego nie dała mu prawowita małżonka. Można powiedzieć, że jest to czas Howardów i Boleynów, bo to najpierw Marii, a potem Annie, która wspięła się na sam szczyt, udaje się zatrzymać przy sobie Henryka. Ale czasy są niepewne, łaska pańska na pstrym koniu jeździ, a  król jest jak rozkapryszone dziecko, którego pragnienia należałoby zgadywać nim o nich w ogóle pomyśli.

Całość relacjonuje nam Maria, którą jako pierwszą Boleynównę, należącą również do rodu Howardów, popchnięto w ramiona króla. Ale ona nie miała takich ambicji jak jej siostra i cała reszta rodziny. Być może właśnie to pozwoliło jej być szczęśliwą i, co ważniejsze, zachować swoje szczęście mimo przeciwności.

Dziwne to były czasy pełne dworskich konfliktów i intryg. Czasy, w których trzeba było być dobrym strategiem umiejącym przewidzieć co przyniesie największą korzyść. Czasy, w których trudno było określić komu i kiedy należy się lojalność. Wygląda na to, że, wbrew pozorom, najlepiej mieli ci najniżej urodzeni. Przynajmniej w kwestii moralności.

Ale cóż ja mogę wiedzieć. Nie znam się na historii, a już szczególnie historii Wielkiej Brytanii. Za to powiem Wam, że książka okazała się całkiem ciekawa. Bohaterowie (w szczególności Anna Boleyn) to wzbudzali moją złość i irytację, to znów współczucie. Początkowo wydawało mi się, że akcja toczy się zbyt wolno, ale końcówkę przeczytałam jednym tchem. Generalnie mogę polecić "Kochanice króla" - szczególnie na zbliżające się długie jesienne wieczory.

P.S. Skoro jesteśmy (jestem?) w temacie, to 15-ego października zapraszam do Filharmonii Łódzkiej na transmisję opery "Anna Bolena" (Gaetano Donizetti) prosto z Metropolitan Opera w Nowym Jorku :)

[edit: Transmisje, o czym nie wspomniałam wyżej, bo nie sądziłam, że ktoś zwróci na to uwagę :P , odbywają się też w Krakowie i Rzeszowie; zaprosiłam do Łodzi, bo mam najbliżej ;) ]
Share /

16 komentarzy

  1. Widziałam tą ksiązkę u koleżanki, i mówiła mi, że jest fajna i warta przeczytania ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, jest całkiem fajna ;) A czy warta przeczytania - zależy co kto lubi. Trafiła w moje ręce przypadkiem, ale nie żałuję, że podjęłam wyzwanie, które mi rzuciła ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Też się nastawiam na tą książkę :) jak tylko ją dostanę. Widziałam film i ciekawa jestem jak się ma do niego książka.

    OdpowiedzUsuń
  4. O, ja bym w sumie chętnie obejrzała film, bo słyszałam dobre opinie o nim.

    OdpowiedzUsuń
  5. Transmisje z MET w sumie są w kilku miejscach w kraju, nie tylko w FŁ. Chociaż my akurat chodzimy właśnie tam. Jeśli się wybierasz, to może się spotkamy. :)

    A z panią Gregory jeszcze nie miałam przyjemności i w sumie na razie jest przed nią w kolejce sporo innych autorów. Ale ponieważ bardzo lubię książki kostiumowe, to pewnie w końcu i do niej dotrę...

    OdpowiedzUsuń
  6. Zasadniczo wiem o tym, że transmisje MET są w różnych miejscach, ale uświadomiłam sobie to dopiero po opublikowaniu posta, a już nie chciało mi się tego zmieniać (no ale zaraz to zmienię). A czy się wybieram... Pracuję w FŁ, więc wybiorę się jeśli będę miała dyżur ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Obawiam się, że książka nie dla mnie. Powiem szczerze, iż trochę irytują mnie niektóre napisy umieszczone na okładkach. Bardzo często jest to stek bzdur, który powoduje błędne nastawienie się do lektury i w efekcie bardzo często rozczarowanie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Podzielam ten pogląd. Do tego zdarza się, że opis umieszczony z tyłu okładki jest spoilerem.

    OdpowiedzUsuń
  9. Miła praca, Schizmo. Troszkę zazdroszczę. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Hm... To moja dorywcza praca (wciąż studiuję) - zajmuję się obsługą widowni (np. sprawdzam bilety) ;) Więc nic specjalnie twórczego. Ale można posłuchać od czasu do czasu :) No i już wiem, że na "Annie Bolenie" będę :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo lubię filmy i seriale kostiumowe - m.in. "Dynastię Tudorów". ;) Do "Kochanic króla" na pewno zajrzę, inna znana mi książka tej autorki: "Biała królowa" i Twoja recenzja upewniły mnie, że będzie to ciekawa lektura. ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Co z tego, że dorywcza, ale w jakim otoczeniu. Po raz pierwszy u Ciebie przeczytałam o transmisjach MET - to musi być przeżycie dla miłośników opery. A co do książki chętnie bym przeczytała. Lubię książki z historią w tle.

    OdpowiedzUsuń
  13. @Aleksandra: Ja mam jeszcze przed sobą "Błazna królowej" tej autorki ;)

    @guciamal: Transmisje MET cieszą się olbrzymią popularnością. Zawsze jest pełna sala (często "z górką"), bo te opery są naprawdę fantastyczne. A do tego są napisy, więc dokładnie wiadomo o co chodzi :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Sprawdziłam, czy może w Gdańsku nie ma - ale nie. Zresztą w tym roku na pewno już dawno nie ma biletów, ale zwrócę uwagę za rok.

    OdpowiedzUsuń
  15. Maria BYŁA młodszą Boleynówną, autorka wielokrotnie o tym mówi:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie napisałam tego dostatecznie jasno - byłam zaskoczona kiedy dowiedziałam się, że W RZECZYWISTOŚCI Maria prawdopodobnie była starsza.

      Usuń

Twitter

Instagram

Jak co roku - #pyrkon z góry #poznań

Post udostępniony przez Dorota (@schizma9)

© Kawałek Cienia
designed by templatesZoo