Mam z tą książką problem. Czytałam ją bardzo długo nie dlatego, że jest bardzo zła, ale dlatego, że właściwie od początku czerwca mam sesję (i jeszcze trochę potrwa). Niestety, to długie czytanie sprawiło, że "Księga Zmarłych" chyba wydaje mi się być gorszą książką niż jest w istocie.

Główną bohaterką jest, niezadowolona ze swego życia prywatnego, patolog, Kay Scarpetta. Ważną postacią jest również siostrzenica lekarki, z równie zwichrowanym życiem osobistym (o tym dowiadujemy się między wierszami), ale za to genialna jeśli chodzi o technikę, Lucy. Ponadto jest również Benton Wesley, o którym właściwie nic nie wiemy poza tym, że pełni funkcję psychologa sądowego oraz jest partnerem życiowym Kay.

Zaczyna się od morderstwa znanej tenisistki, której ciało zostaje znalezione w Rzymie, gdzie dziewczyna spędzała wakacje. Morderca ją okaleczył, a już po śmierci wyłupił oczy, wsypał do oczodołów piasek i zakleił powieki klejem. Obrzydliwe, prawda? Ale jakie precyzyjne. Zwie siebie Piaskunem. Właśnie w sprawie tej zbrodni Scarpetta razem z Wesleyem zostają zaproszeni do Włoch przez tamtejszą policję. Mają pomóc rozwikłać zagadkę. Można się domyślać, że to nie jest jedyne morderstwo w powieści.

Ech. Pomysł może nawet ciekawy - żołnierz, który wrócił z Iraku, nie będzie też spoilerem jeśli powiem, że nie potrafi sobie poradzić z tym, co widział na wojnie. Ale wszystko inne jest słabe. Drętwe dialogi, zupełnie niepotrzebne wątki osobiste, są też wątki, które, moim zdaniem, prowadzą donikąd. No i profil mordercy jakiś taki ubogi. Może gdybym przeczytała tę książkę szybciej, to widziałabym w niej więcej sensu. Ale nic takiego się nie wydarzyło.

A może po prostu mam kiepski humor, bo sesja trwa.

Twitter

Instagram

Jak co roku - #pyrkon z góry #poznań

Post udostępniony przez Dorota (@schizma9)

© Kawałek Cienia
designed by templatesZoo