Chyba nie ma osoby, która nie słyszałaby o "Ojcu Chrzestnym". Nawet jeśli nie wie (ta osoba) jak się Ojciec Chrzestny w rzeczywistości (literackiej) nazywa ani skąd się wziął w popkulturze. Prawdopodobnie znaczna większość społeczeństwa słyszała również określenie "Rodzina" a stosunku do sycylijskiej mafii. Chyba się nie mylę?

Don Vito Corleone zaczynał swoją karierę w Stanach Zjednoczonych jako skromny włoski imigrant. Lata ciężkiej pracy pozwoliły mu jednak wspiąć się wysoko - właściwie na sam szczyt - i stać się powszechnie szanowanym, przynajmniej tam, gdzie tego potrzebował, przywódcą jednej z sześciu nowojorskich Rodzin, Rodziny Corleone. Ojciec Chrzestny zajmował się handlem oliwą, a poza tym "kontrolował" hazard w Nowym Jorku - oczywiście nie sam, a z pomocą odpowiednio dobranych ludzi. Ponadto wyświadczał przysługi swoim przyjaciołom zastrzegając, że przyjdzie dzień, w którym przysługę trzeba będzie oddać - godzili się na to bez mrugnięcia okiem, bo któż nie chciałby mieć w gronie przyjaciół Dona Corleone?


[Stos #3]

sobota, 25 lutego 2012

Bardzo dawno nie prezentowałam na blogu żadnego stosu książek, więc czas to zmienić. Po kilku miesiącach udało mi się uporać z poprzednim, ale oczywiście w międzyczasie na półce pojawiały się kolejne pozycje. Dodam jeszcze, że na zdjęciu nie ma wszystkich książek, kilka czeka u rodziców aż będę miała na tyle lekką torbę podróżną, że mój kręgosłup nie będzie krzyczał w proteście przed jego przeciążaniem. Ale póki co - prezentacja tego co mam przy sobie, od dołu:

- Ignacy Karpowicz, Balladyny i romanse - efekt zniżkowych zakupów z Gr...; ciekawa jestem tej pozycji, ale będzie musiała poczekać na swój moment;

- Joanna Bator, Japoński wachlarz. Powroty - jak wyżej; od dawna już miałam ochotę przeczytać tę książkę, więc kiedy nadarzyła się okazja...hyc! znalazła się w moim wirtualnym koszyku;

- Mariusz Szczygieł, Gottland - weszłam kiedyś do E. bez wyraźnego postanowienia, że nic nie kupię - no i kupiłam, bo bardzo lubię reportaże, a po ostatnim wyjeździe wakacyjnym Czechy (o których jest ta książka) jakoś wyraźniej zagościły w mojej świadomości;

- Wojciech Tochman, Jakbyś kamień jadła - z E. tego dnia wyszłam z dwiema książkami, ta była druga. Zaintrygowała mnie ta pozycja już parę lat temu - w pierwszej klasie liceum czytaliśmy jej fragment zamieszczony w podręczniku do polskiego - i od tamtej pory miałam ją gdzieś "z tyłu głowy". Kiedy wpadłam na nią w dziale z non-fiction nie mogłam po nią nie sięgnąć;

- Tobias Jones, Sny o utopii - no tak, znowu jakaś promocja w M. Nic o tej książce nie wiem, wzięłam ją trochę na ślepo, bo wydana została w serii terra incognita wydawnictwa W.A.B., a bardzo podobało mi się "W Azji" Terzaniego z tej samej serii (swoją drogą - "Japoński wachlarz" też jest w niej wydany);

- Joe Alex, Śmierć mówi w moim imieniu - trochę Alexa ostatnio było na moim blogu, to jest ostatnia książka jego autorstwa z biblioteczki mojej Mamy;

- Jerzy Piechowski, Pałac Szklanej Kuli - książka również pochodzi z biblioteczki mojej Mamy, pożyczyłam ją od niej w ramach mojego prywatnego wyzwania czytelniczego "Przeczytaj wszystko co masz w swoich (albo Rodziców) zbiorach" ;)

Za zrobienie zdjęcia podziękowania należą się q :)

PS. Kliknięcie w zdjęcie skutkuje jego powiększeniem. Pragnę również zaznaczyć, że może zdarzyć się sytuacja, w której w międzyczasie na blogu pojawi się omówienie książek nie ujętych w stosie :)


Na uczelni zaczął się nowy semestr - dla mnie ostatni (dziesiąty!) na dziennych studiach. W teorii oznacza to, że należałoby w końcu porządnie przysiąść nad pracą magisterską. Jak teoria przełoży się na praktykę - zobaczymy.

Tymczasem przeczytałam kolejną z książek Joe Alexa, znanego również jako Maciej Słomczyński. Czy mnie czymś zaskoczyła? Nie. Czy dobrze się bawiłam? Jak najbardziej.

Pisząc, że niczym mnie "Zmącony spokój Pani Labiryntu" nie zaskoczył (zaskoczyła? w końcu chodzi o książkę) mam na myśli konstrukcję fabuły, a nie rozwiązanie zagadki. Jak zwykle popełniono morderstwo, które mogłoby uchodzić za zbrodnię doskonałą gdyby nie obecność słynnego pisarza. I, jak zwykle, dobro zatriumfowało. W spektakularny sposób.

Karolinie Beacon, przyjaciółce Alexa, udaje się odczytać starożytny kreteński papirus, którego autor wspomina o siedzibie jednego z bóstw swojego narodu - Pani Labiryntu. Kobieta jest przekonana, że jej odkrycie może być przełomowe, zamierza więc przekonać grupę badawczą, w której pracuje, do podróży w poszukiwaniu wyspy z przybytkiem bogini. Joe Alex właśnie skończył kolejną powieść, więc może wybrać się z archeologami na krótki urlop, ale okazuje się, że wszędzie gdzie pojawia się ten sławny pisarz, pojawia się też zbrodnia.

Nie potrafię napisać nic oryginalnego na temat "Zmąconego spokoju Pani Labiryntu", nie przychodzi mi do głowy żaden błyskotliwy komentarz. Lubię te klasyczne kryminały spod znaku Agathy Christie, w których akcja jest dostojna - tak samo jak zbrodnia. Nie ma epatowania krwią i wnętrznościami, a mordercy przeważnie nie wyróżniają się ze społeczeństwa żadnymi odchyleniami. Mimo że Joe Alex jest postacią młodszą od Herkulesa Poirot, to ani jednego, ani drugiego nie wyobrażam sobie z telefonem komórkowym przy uchu uczestniczących w szalonym pościgu za mordercą. Nie i już.

Nie jest to powieść, która zapadła mi w pamięć na długie lata, ale dobrze się przy niej bawiłam. A jeśli kiedyś do niej wrócę - wciąż będę się dobrze bawiła, bo zupełnie nie będę pamiętała kto był mordercą.

Obiecuję, że następna książka, o której będę tu pisać nie będzie autorstwa Joe Alexa.
Książki Joe Alexa czyta się szybko, łatwo i przyjemnie. Występują w nich: pisarz Joe Alex, policyjny detektyw Beniamin Parker, skomplikowana zagadka pewnego morderstwa oraz iście "alexowskie" zakończenie.

Szef QUARENDON PRESS, wydawnictwa, z którym współpracuje m.in. powieściowy Joe Alex, postanawia zorganizować małą uroczystość z okazji wydrukowania 5-milionowego egzemplarza powieści jednej ze swych autorek, Amandy Judd. Wydawnictwo specjalizuje się w kryminałach, więc i spotkanie musi odbyć się w odpowiednich okolicznościach - najlepiej w zamku, w którym straszy - a atrakcją wieczoru ma być szukanie Białej Damy, Pani posiadłości. Zaproszeni goście stają przed zadaniem niełatwym, a tym trudniejszym, że kilku z nich mieni się mistrzami prozy kryminalnej. A zatem do dzieła!

Ale czymże byłaby powieść Alexa bez zbrodni? Oczywiście jest morderstwo i jest krótkie dochodzenie, które, jak wspomniałam na początku, kończy się w sposób typowy dla tych kryminałów. Trochę to już zaczyna bawić kiedy w kolejnej książce sprawca... Nie, nie zdradzę jak kończą się powieści Joe Alexa.

"Cicha jak ostatnie tchnienie" ma ciekawy klimat oraz interesującą zagadkę. Tak sobie myślę, że, poza samym początkiem, powieść zachowuje też budowę klasycznego greckiego dramatu - jedność czasu, miejsca i akcji, co bardzo dobrze się sprawdza pomagając zachować klarowność zagadki. Dobra robota, Mr. Alex.

Chyba najlepsza książka Joe Alexa jaką czytałam.

Pogrzebany - Peter James

poniedziałek, 6 lutego 2012

Odrobina thrillera dla podgrzania atmosfery w mroźne dni lutego? Czemu nie? Ale nie wiem czy "Pogrzebany" będzie najlepszym wyborem.

Kilku mężczyzn świętuje wieczór kawalerski jednego z nich. Michael zawsze był największym kawalarzem, więc koledzy postanawiają sprawić mu wyjątkową niespodziankę, która będzie zemstą za wszystkie jego dowcipy. Plan był taki, żeby powłóczyć się po pubach, zakopać pijanego Michaela w trumnie, pojeździć po jeszcze kilku knajpach, a po jakichś dwóch godzinach odkopać przyszłego pana młodego. Pomysł nieco makabryczny, ale być może wszystko by się udało gdyby nie fakt, że po alkoholu nie należy siadać za kierownicą. Panowie o tym zapomnieli, a spowodowany wypadek był dla nich tragiczny w skutkach. W rezultacie narzeczony został pod ziemią, w domu czeka na niego zapłakana narzeczona, do Anglii opóźnionym samolotem wraca Mark, drużba, który twierdzi, że nie wie jakie miały być atrakcje tego szczególnego wieczoru, a nad wszystkim postawiony zostaje komisarz Grace próbujący poskładać wszystko w całość i dowiedzieć się co się naprawdę wydarzyło.

Zmęczyła mnie ta książka i nawet nie do końca wiem dlaczego. Może dlatego, że przez większość czasu jeden facet leży pod ziemią, a (prawie cała) reszta próbuje ustalić jego miejsce położenia, żeby mu pomóc. Niby normalny schemat, a jednak coś nie gra. "Pogrzebany" nie ma tego "czegoś". To kolejne czytadło dobre do pociągu (cóż, właśnie na dworcu tę książkę dostałam) lub tramwaju, które może zapewnić jego autorowi zyski, ale chyba nie poczesne miejsce wśród wielkich (pisarzy) tego świata. Jednak, co wielokrotnie już podkreślałam, nie twierdzę, że to źle. Wszak nie każde dzieło musi być arcydziełem.

Książka do przeczytania, ale prawdopodobnie nie do pamiętania. Choć może się okazać, że za pół roku okładka i chwytliwy tytuł (w poprzednim wydaniu był to "Zabójczy żart") wciąż będą poruszać pokłady mojej pamięci.
To druga książka, po "Kochanicach króla", która wchodzi w skład cyklu Powieści Tudorowskich autorstwa Philippy Gregory. Moim zdaniem ta część jest lepsza od poprzedniej.

Znowu Anglia, znowu XVI wiek. Król Edward (a właściwie jego dwór) odlicza dni do swej śmierci (wiem, brzmi nieco makabrycznie), a na wolne miejsce na tronie czekają jego dwie siostry - Maria, córka Katarzyny Aragońskiej, i Elżbieta, córka Anny Boleyn. Trzeba też pamiętać, że choć każde z tej trójki miało inną matkę, to ojcem wszystkich był Henryk VIII. I znowu czekają nas spiski i dworskie intrygi, szlachta jak chorągiewki na wietrze oraz wojny.


Twitter

© Kawałek Cienia
designed by templatesZoo