Druga połowa lat 50. ubiegłego wieku. Spitsbergen. Polska Stacja Polarna. Ogólnie trochę jak skrzyżowanie książek Anaruk, chłopiec z Grenlandii oraz Stary człowiek i morze...

Nie sugerujcie się do końca tym Anarukiem…, bo to była książka dla dzieci, a Zimne wybrzeża są lekturą jednak raczej dla dorosłych, ale przez większość czasu nie mogłam się pozbyć tego skojarzenia - pewnie za sprawą miejsca akcji. Swoja drogą, pamiętam, że obowiązkowo czytana w podstawówce książka Czesława Centkiewicza mnie nie zachwyciła - podobnie jak teraz proza Twardocha.


Akcję swojej powieści Konrad T. Lewandowski osadził w Warszawie lat dwudziestych ubiegłego wieku. Wydaje mi się, że taki zabieg zawsze ma walory edukacyjne - aczkolwiek z drugiej strony może też wprowadzać w błąd, jeżeli realia nie będą wiernie oddane. W każdym razie czyta się przyjemnie.


Twitter

Instagram

Jesienne suszenie żołędzi :) #autumn #fall #acorn

Post udostępniony przez Dorota (@schizma9)

© Kawałek Cienia
designed by templatesZoo