Sól i szafran - Kamila Shamsie

niedziela, 26 września 2010


Dlaczego ludzie przekazując sobie przepisy tak często zapominają o tym, aby przypomnieć, że do dania potrzebna jest sól? Wszystkim ta przyprawa wydaje się oczywista, zauważana dopiero kiedy jej zabraknie.

"Sól i szafran" to opowieść o niepowtarzalnych smakach i zapachach kuchni subkontynentu, ale przede wszystkim o ludziach. To losy rodziny Dard-e-Dil, które wpisane są w historię Indii i Pakistanu, a która to rodzina odczuwa tylko jeden zasadniczy lęk - przed nie-całkiem-bliźniętami. Historię rodu poznajemy z perspektywy jednej z najmłodszych jego członkiń, Aliyi. Najmłodszych w sensie pokoleniowym. Ród należy do jednej z najwyższych klas tamtego społeczeństwa, nie do pomyślenia jest zatem, aby połączyć jego krew z krwią kogoś niższego stanu. Czy aby na pewno?

Opowieść napisana lekkim piórem, zabawna. I tak naprawdę nieważne w jakiej części globu rozgrywa się akcja - jest uniwersalna. Problem? Tłumaczenie. Główna bohaterka pozwala sobie od czasu do czasu na zabawy słowem. Angielskim słowem. Przykład: humorzasta krowa - moody cow - moo-dy cow - muu-horzasta krowa. Musicie przyznać, że humor trochę traci.

Bardzo przyjemna książka, pełna ciepłych i zabawnych opowieści z życia starszych i młodszych Dard-e-Dilów, ale nie stroniąca też od trudniejszego tematu jakim jest podział (kastowość) społeczeństwa. Polecam z czystym sumieniem.

W Azji - Tiziano Terzani

niedziela, 19 września 2010


"W Azji" to zbiór tekstów Terzaniego powstałych w latach 1965 - 97. Teksty te to reportaże, ale stanowią też jakby pamiętnik z podróży reportera do miejsc, w których tworzyła się historia kontynentu sąsiadującego z Europą, a tak bardzo innego.

Przed większością tekstów jest krótka nota od autora, dzięki której dowiadujemy się nieco o okolicznościach ich powstawania. A same reportaże to świetny zapis tego, co w Azji działo się w ciągu ostatnich 30-tu lat XX-ego wieku. Terzani zaczyna od niepokojów i walk w Wietnamie, Kambodży i Laosie, a kończy na przekazaniu Hongkongu spod władzy Wielkiej Brytanii pod władzę komunistycznych Chin. W międzyczasie czytamy o innych konfliktach, o innych krajach Azji, a także o wielu znanych na całym świecie osobach, osobowościach właściwie (Dalajlama, Matka Teresa, Mahatma Gandhi, Mao...).

Ale Azja, oprócz konfliktów i biedy, to także rozwinięte technologie oraz, zupełnie inna od europejskiej, bogata kultura. Terzani stara się nam przybliżyć azjatycki sposób myślenia i postrzegania, w którym twarz jest maską, a traci się ją kiedy zostaje zaburzona harmonia stosunków (dla porównania: w naszej kulturze utrata twarzy następuje kiedy ktoś odkryje, że kłamiemy). Jednak dla mnie, Europejki, część działań Azjatów jest co najmniej śmieszna, a często po prostu dziwna. Nie rozumiem ich.

Teraz ciekawostka, która częściowo obrazuje powszechne w Azji upodobanie do działań kolektywnych i spychanie na margines jednostek. W Japonii nawet przestępczość musi być dziełem grupy. Jakuza (japońska mafia) generalnie nie jest ścigana przez policję (jest niczym pratchettowska gildia złodziei i skrytobójców). Jeśli natomiast ktoś zechce działać sam, bardzo szybko zostanie przez mafię wystawiony funkcjonariuszom.

Miałam nadzieję, że w książce odnajdę więcej ciekawostek antropologicznych, ale i tak nie jestem zawiedziona. Dostałam dużo konfliktów - widocznie taka jest Azja. Przede wszystkim trudna do zrozumienia dla kogoś, kto nigdy tam nie był.


Przyznaję, że to moje drugie podejście do tej książki. Pierwsze zakończyło się fiaskiem, ale wciąż obiecywałam sobie, że do niej wrócę. W końcu się udało - wrócić i przeczytać do końca.

Tytuł doskonale odzwierciedla treść - dostajemy dokładny opis historii starożytnych Grecji i Rzymu aż do upadku cesarstwa zachodniorzymskiego. Niemal rok po roku, często z datami dziennymi. Dla wielbicieli tego okresu w dziejach ludzkości - coś fantastycznego. Kubiak nie korzysta z jednego źródła, więc niekiedy konfrontuje zapisy różnych historyków antycznych w punktach, w których nie są one spójne.

Z lekcji historii wiemy, że starożytność wojnami stała. Dla mnie jednak te wszystkie opisy są zbyt szczegółowe (w różnych miejscach w sieci widziałam, że część osób uważa je za zbyt ogólne). Zapamiętanie wszystkich imion czy nazwisk na tyle, żeby je w przyszłości kojarzyć kiedy je usłyszę, to zbyt wielkie wyzwanie. Niewątpliwą zaletą natomiast jest gawędziarski styl, którym książka została napisana. Dzięki temu aż chciało się ją dalej czytać. Chętnie też przeczytałabym tak napisane dzieło o innych epokach.

Warto wiedzieć co przez wieki doprowadziło do obecnego kształtu Europy. Warto wiedzieć od czego się to wszystko zaczęło. Może nie trzeba od razu sięgać po opasłe tomiska, ale dobrze znać historię swojego kontynentu. Tym bardziej, że wiele rozwiązań starożytnego świata przetrwało w jakimś stopniu do dzisiaj.

Infiltratorzy - David Morrell

poniedziałek, 13 września 2010


Tym razem wkroczyłam w świat miejskich eksploratorów zwanych też infiltratorami.

Bohaterowie to czwórka pasjonatów historii i przestrzeni miejskich, w których czas jakby się zatrzymał. Profesor i trójka jego byłych studentów spotykają się na swoich wyprawach raz w roku. W tym celem ich ekspedycji jest hotel Paragon w Asbury Park, budynek przeznaczony do rozbiórki, od kilkudziesięciu lat pusty. Towarzyszy im Frank Balenger przedstawiający się jako reporter piszący artykuł o infiltracjach. Takie wycieczki są niezwykle ekscytujące, ale i niebezpieczne, bo stare budynki kryją wiele tajemnic. Tej nocy kilka razy trzeba będzie zweryfikować przekonanie kto jest przyjacielem, a kto wrogiem.

Zjawisko miejskich eksploracji jest jak najbardziej prawdziwe i myślę, że może być naprawdę ekscytujące. Każde opuszczone miejsce ma swoją historię - czasem mniej, czasem bardziej dramatyczną - która nabiera nowych kształtów przy bezpośrednim spotkaniu. Sama miałam kiedyś okazję spacerować po opuszczonym szpitalu psychiatrycznym - zapewniam, że jest to niesamowite przeżycie.

"Infiltratorzy" to trzymający w napięciu thriller. Interesująca jest konstrukcja zakładająca jedność czasu i miejsca - całość rozgrywa się w ciągu jednej nocy w jednym tylko budynku (poza samym początkiem). Czytelnik razem z bohaterami coraz bardziej zagłębia się w szaleństwo projektanta hotelu i osób, które w nim przebywały. Nie sposób się oderwać.

Szybko się czyta i tylko czasem naturalistyczne opisy zadawanych ran sprawiają, że czytelnikowi może się chwilowo zrobić słabo. Podsumowując, bardzo ciekawy pomysł na fabułę.

P.S. Link dla tych, których zainteresowały miejskie eksploracje: klik

Nosiciel - Robin Cook

poniedziałek, 6 września 2010


Kolejny thriller medyczny, w którym spotykamy moich ulubionych patologów - Jacka Stapletona i Laurie Montgomery. Nie są jeszcze parą ani tym bardziej małżeństwem.

Jack u jednego ze zmarłych jako przyczynę śmierci diagnozuje płucną postać wąglika. Nie jest to często spotykana forma choroby, szczególnie w Nowym Jorku. Ofiarą jest sprzedawca dywanów i skór zwierzęcych, więc lekarz uznaje, że to wykonywany zawód przyczynił się do zachorowania. W tym samym czasie Laurie przeprowadza autopsję chłopaka, który stał się ofiarą ultraprawicowej organizacji - Ludowej Armii Aryjskiej.

Z drugiej strony jest Jurij Dawidow, rosyjski emigrant, który wódkę pije jak wodę. Pochodzi ze Swierdłowska (obecnie Jekaterynburg), w którym pracował w rządowych zakładach nad bronią biologiczną. W Nowym Jorku jest taksówkarzem i obmyśla plan zemsty na Ameryce, która zawiodła jego oczekiwania. Na jego drodze stają dwaj strażacy - Curt i Steve - którzy przewodząc nacjonalistycznej bojówce chcą się zemścić na rządzie za prowadzoną przez niego politykę.

Dużo w tej książce chęci zemsty, dużo nienawiści i dużo broni biologicznej. Powieść napisana pod koniec lat 90. XX w. przestrzega przed tym, co w pierwszej dekadzie XXI w. stało się faktem - przed bioterroryzmem. Pamiętacie przesyłanego pocztą wąglika tuż po zamachach w 2001 r.? U Cooka było to wcześniej. Okazuje się, że przy obecnym rozwoju cywilizacji nasz sąsiad może mieć w piwnicy lub w garażu laboratorium, w którym produkuje śmiercionośną broń. "Nosiciel" jest książką ku przestrodze.

Jak zwykle wartka akcja trzymająca w napięciu do końca. Za mało jednak przypadków na sali autopsyjnej (ale to oczywiście kwestia gustu). No i ten Jurij pijący wódkę jakby to była woda... Bez przesady.

Twitter

Instagram

Jak co roku - #pyrkon z góry #poznań

Post udostępniony przez Dorota (@schizma9)

© Kawałek Cienia
designed by templatesZoo