Pod Mocnym Aniołem - Jerzy Pilch

czwartek, 4 kwietnia 2013


Odkrywanie polskich pisarzy jest fascynujące. Stykając się z polską prozą widzę jak barwny jest nasz ojczysty język i jak świetnie można go wykorzystywać w opowiadaniu historii. Tłumaczenia obcojęzycznych książek chyba nie zawsze oddają ducha opowieści. Może jest to też kwestia pozycji, które wybieram do czytania - w przypadku polskiej literatury staram się (podkreślam: staram się) czytać to, co wydaje mi się mieć jakąś większą wartość (często: bo zostało w jakiś sposób wyróżnione) (sorry, ale Michalak skutecznie zniechęciła mnie do czytania polskich książek „jak leci”). To trochę jak z kinem - szkoda mi czasu i pieniędzy, żeby iść na jakiś marny polski film (wiem, wiem, ostatnio podobno jest lepiej), wolę iść na amerykańską superprodukcję, która może nie jest bardzo ambitna, ale przynajmniej zapewnia rozrywkę.*

Zastanawialiście się kiedyś co dzieje się w głowie alkoholika? Mam tu na myśli ludzi, którzy piją, bo muszą. Bo wydaje im się, że to rozwiąże ich problemy, że potem będzie łatwiej, że coś im się przecież należy od życia. Temat nie jest ani prosty, ani tym bardziej przyjemny, ale jeśli odwrócimy głowę on wcale nie zniknie. Bohaterem Pod Mocnym Aniołem jest Juruś, pisarz, częsty bywalec oddziału deliryków w szpitalu psychiatrycznym. Tam robią mu detoks, uczestniczy w terapii grupowej, a potem wychodzi ze szpitala, jedzie do domu w centrum Warszawy, robi zakupy w pobliskim sklepie (lub wpada do gospody Pod Mocnym Aniołem), trochę sprząta mieszkanie, a za jakiś czas znowu budzi się na oddziale, na którym wciąż są ci sami pacjenci.

O alkoholizmie można opowiadać długo i pewnie nawet barwnie. Co roku powstaje niezliczona ilość prac licencjackich i magisterskich na ten temat (drugi dyżurny to bezrobocie), ale nic to przecież do rozwiązania problemu nie wniesie. Poza tym opracowania przeważnie dotyczą statystyki, a nie pojedynczych przypadków. Z pewnością wielokrotnie słyszeliście, że razem z alkoholikiem choruje cała jego rodzina - o ile ją ma. Juruś miał żony, ale odeszły. Jest jednak nadzieja - choć alkoholizm to choroba nieuleczalna.

Sądzę, że wielu osobom Pod Mocnym Aniołem może dać do myślenia - zarówno tym, które nigdy nie spotkały żadnego alkoholika (lub tak im się wydaje), jak i tym, które mają takich spotkań aż nadto. Chociaż tym pierwszym chyba bardziej. To nie jest historia wychodzenia z nałogu, raczej zapis tego, co może dziać się w głowach ludzi z nałogiem się borykających. I nawet nie chodzi o to, żeby kogokolwiek usprawiedliwiać - po prostu tak jest.

Po raz kolejny okazuje się, że polubiłam polską prozę. I po raz kolejny polecam książkę choć spodziewam się, że reakcje na nią mogą być różne.

*Od każdej reguły są wyjątki.
Share /

4 komentarze

  1. Lubię polską literaturę (chociaż jak sobie przypomnę "Pana Tadeusza"... bleh), chyba właśnie przez nasz język i jeśli książka jest fajnie napisana to nawet treść nie musi być wybitna, a i tak czytanie sprawia frajdę. Tłumaczy też chyba nie mamy najgorszych i nierzadko w pełni korzystają z wieloznaczeniowości naszego języka.
    Sama książka, którą opisałaś nie pociąga mnie zbytnio i raczej po nią nie sięgnę. Chyba w ogóle po żadną książkę w najbliższej przyszłości nie sięgnę, bo wypożyczyłem Sherlocka Holmesa, ten zbiór wszystkich opowiadać. Może na jesień skończę. Prawdopodobnie następne w kolejności będzie jednak Metro, bo wszyscy chwalą. Aaa, no i powrót do Wiedźmina. Trzeba powspominać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Pan Tadeusz" nie był taki zły (spróbuj napisać taki długi utwór trzynastozgłoskowcem), potrafię przywołać gorsze lektury ;P A z tłumaczeniami jest różnie. Co prawda nie czytam książek w oryginale, ale z tego co czytałam o tłumaczeniach - to bywa wolna amerykanka (wszak nie każdy może być Piotrem W. Cholewą), która nierzadko wzbudza kontrowersje (vide: tłumaczenia dzieł Szekspira dokonane przez Macieja Słomczyńskiego).

      Wcale się nie dziwię, że "Pod Mocnym Aniołem" Cię nie pociąga ;) To dobra, ale specyficzna książka. I chyba trzeba mieć do niej odpowiedni nastrój. Jeżeli Sherlocka masz z biblioteki to chyba będziesz musiał go oddać szybciej niż dopiero jesienią ;) No i do Wiedźmina chyba nie chciałoby mi się wracać. Ale nie mówię tego kategorycznie - może jednak kiedyś wrócę :)

      Usuń
  2. Nie nie nie. Pilch pisze tak, że nie umiem tego czytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam na koncie jedną jego książkę i dałam radę, ale nie wiadomo co będzie przy kolejnych.

      Podoba mi się Twój komentarz ;)

      Usuń

Twitter

Instagram

Wyjeżdżamy z Los Angeles, więc na koniec palmy :) #palms #trip #usa🇺🇸

Post udostępniony przez Dorota (@schizma9)

© Kawałek Cienia
designed by templatesZoo