Zimne wybrzeża - Szczepan Twardoch

niedziela, 16 marca 2014

Druga połowa lat 50. ubiegłego wieku. Spitsbergen. Polska Stacja Polarna. Ogólnie trochę jak skrzyżowanie książek Anaruk, chłopiec z Grenlandii oraz Stary człowiek i morze...

Nie sugerujcie się do końca tym Anarukiem…, bo to była książka dla dzieci, a Zimne wybrzeża są lekturą jednak raczej dla dorosłych, ale przez większość czasu nie mogłam się pozbyć tego skojarzenia - pewnie za sprawą miejsca akcji. Swoja drogą, pamiętam, że obowiązkowo czytana w podstawówce książka Czesława Centkiewicza mnie nie zachwyciła - podobnie jak teraz proza Twardocha.

W 1957 r. na Spitsbergen dociera John Smith przedstawiający się jako socjolog, który ma przeprowadzić badania odizolowanych grup na przykładzie polskich polarników. Jak zapewne się domyślacie, "przedstawiający się" sugeruje, że w rzeczywistości jest zupełnie kimś innym. I macie rację, bo Smith tak naprawdę jest agentem tropiącym nie do końca wiadomo co, ale prawdopodobnie chodzi o komunistów. Wiecie, tamte lata były dosyć ciężkim ideologicznie okresem, nigdy nie można było być pewnym skąd nadejdzie wróg. Niejako przy okazji nasz bohater wyjaśnia sprawę zagadkowej (i prawdopodobnie dość bolesnej) śmierci jednego z Polaków.

Myślałam, że ta ostatnia sprawa będzie głównym wątkiem i że jej rozwiązanie będzie dosyć oczywiste, ale się pomyliłam. Nie oznacza to jednak, że jestem pozytywnie zaskoczona. Wydaje mi się, że zakończenie, tak samo jak cała intryga zresztą, było jakieś takie za mało wyraziste, a w swej niewyrazistości trochę zbyt miałkie (nie wiem czy to co napisałam dostatecznie oddaje moje odczucia i czy jest zrozumiałe, ale mam nadzieję, że złapiecie ogólnego ducha tej wypowiedzi). Nie chcę mówić, że książka jest obiektywnie kiepska, ale mnie nie kupiła. Trochę się przy niej nudziłam, a to chyba nienajlepsza rekomendacja w przypadku sensacji. Właściwie już na początku czułam, że z tej mąki chleba nie będzie, ale próbowałam, bo Szczepan Twardoch kilka nagród za swoje pisarstwo otrzymał, więc można zakładać, że coś tam o tym fachu wie. I pewnie tak jest, ale mnie do swojej prozy nie do końca przekonał. Może innym razem.

Niestety tym razem spotkanie z polską literaturą zaliczę do raczej średnich.
Share /

2 komentarze

  1. Jakoś nie mogę się zabrać za Twardocha. Głównie dlatego, że autor nie wzbudził mojej sympatii. Wcześniej chciałam bardzo czytać, później parę razy gdzieś w TV się wypowiadał i zapał kompletnie ostygł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie przy czytaniu tej książki nawiedziła mnie myśl, że czasem lepiej nie wiedzieć zbyt wiele o autorze, bo może to wpłynąć na nasz odbiór jego książek. I pomyślałam o tym zanim cokolwiek na temat Twardocha przeczytałam.

      Usuń

Twitter

Instagram

Jesienne suszenie żołędzi :) #autumn #fall #acorn

Post udostępniony przez Dorota (@schizma9)

© Kawałek Cienia
designed by templatesZoo