Gra Anioła - Carlos Ruiz Zafón

czwartek, 27 września 2012


Przeczytałam tę książkę drugi raz, bo z pierwszego nie pamiętałam nic poza tym, że nie podobało mi się zakończenie. Przeczytałam ją, żeby sobie przypomnieć klimat opowieści zanim zabiorę się za "Więźnia nieba". Wiem też, że najnowsza książka Zafóna wyjaśnia w pewien sposób zdarzenia opisane w "Grze Anioła". I okazało się, że to wyjaśnienie nadaje historii zupełnie inny wymiar i nagle zaczyna mieć ona inny sens (właściwie... w ogóle zaczyna mieć sens). Ale to też podobno normalne, że przy każdym kolejnym czytaniu powieści można w niej znaleźć coś, czego nie zauważyło się poprzednim razem.

Akcja "Gry Anioła" toczy się przed wydarzeniami z "Cienia Wiatru", ale wciąż w Barcelonie. Spotykamy też znanego nam z wcześniejszej książki właściciela księgarni Sempere i Synowie, który tutaj jest jeszcze synem pracującym ramię w ramię ze swym ojcem. Mamy również okazję po raz kolejny odwiedzić Cmentarz Zapomnianych Książek i wybrać sobie książkę do adopcji lub zostawić inną, o której świat zapomniał lub powinien był to zrobić.

Bohaterem powieści jest David Martín, pisarz, który swoją karierę rozpoczynał w redakcji jednej z barcelońskich gazet. Nie myślcie sobie jednak, że był wziętym dziennikarzem - nic z tych rzeczy. Szczytem jego kariery w "La Voz de la Industria" było redagowanie rubryki z kroniką wypadków aż naczelny pozwolił napisać mu opowiadanie, które miało zostać wydrukowane w periodyku. Potem zaczął pisać powieści w odcinkach, ale nowi wydawcy nie pozwolili mu podpisywać się własnym nazwiskiem, a kolejnym, naturalnym można powiedzieć, krokiem było wydanie własnej powieści. Ta ostatnia przeszła jednak bez echa, a Martin przypłacił jej napisanie zdrowiem. Dlatego nie dziwi, że kiedy pojawił się człowiek, który zaproponował autorowi 100 tys. franków francuskich za napisanie książki, ten nie zastanawiał się zbyt długo nad przyjęciem propozycji. Tylko że nie miała być to zwyczajna książka - Martin miał stworzyć... religię. Sam “pryncypał”, jak zwykł nazywać go bohater, również nie był zwyczajnym człowiekiem. Jego znakiem rozpoznawczym była postać anioła i to wcale nie było w nim najdziwniejsze.

Zafón znowu taczkami dostarcza nam klimatu tajemniczej Barcelony z pierwszej połowy XX w. Zabiera nas w podróż jej wąskimi i ciemnymi uliczkami prowadzącymi do opuszczonych domostw i cmentarzy. A ponadto serwuje nam mroczną opowieść, która nierzadko przywodzi na myśl jakiś koszmarny sen.

Moim problemem było to, że jeśli odłożyłam książkę na dwa dni, po powrocie do niej część wątków mi umykała. Nie byłam w stanie wywołać z pamięci rzeczy, o których czytałam jakiś czas wcześniej, a które były wspominane przez autora. Może nie byłam dostatecznie skupiona, może niuansów było zbyt wiele. Ale, tak poza tym, wciąż uważam, że późniejsze książki Zafóna są lepsze od tych ochrzczonych mianem "dla młodzieży", tak jakby pisarz się rozwinął lub w końcu znalazł "swoją" tematykę.

Czy warto przeczytać "Grę Anioła"? Warto. Choćby dlatego, że to dobra lektura na długie jesienne wieczory, która pozwoli zapomnieć o mżawce za oknem (gdyby w końcu pogoda zdecydowała się zepsuć). Hm. Albo i nie pozwoli, bo w Barcelonie lat 20. i 30. XX w. leje jak z cebra.
Share /

12 komentarzy

  1. Mam w planach. Cień wiatru podbił moje serce i mam nadzieję, że nie zawiodę się na Grze anioła. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. "Grę anioła" przeczytałam jeszcze przed ukochanym "Cieniem wiatru", podobała mi się bardzo, ale zakończenie rzeczywiście jakieś nie takie. Klimat powieści niepowtarzalny, Zafon jest mistrzem tworzenia klimatu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak. Klimat w jego książkach gra jedną z głównych ról.

      Usuń
  3. Ja czytałem jakiś czas temu. Jak zawsze Zafon ujął mnie za serce :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie te "młodzieżowe" pozycje jakoś mniej ujmowały.

      Usuń
  4. Ja także byłam przede wszystkim rozczarowana zakończeniem - miałam wrażenie, że autor po prostu nie ma pomysłu jak historię zakończyć. No ale skoro coś się wyjaśnia, co może rzeczywiście warto spojrzeć na książkę z nowej perspektywy :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak mi mówił narzeczony, który już przeczytał "Więźnia nieba" ;)

      Usuń
  5. skoro na jesienne wieczory, to chyba od niej zacznę przygodę z tym autorem, ale najpierw musze przeczytac to, co mam na polce :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym jednak polecała "Cień wiatru" najpierw. Niby autor twierdzi, że do opowieści można wchodzić od każdej książki (czyli można czytać w dowolnej kolejności), ale mam wrażenie, że ta pierwsza jakoś najlepiej zarysowuje klimat. Choć oczywiście mogę się mylić i jest to kwestia indywidualna :)

      Usuń
  6. Mam w planach książki Zafona - wszyscy czytają go, tylko nie ja :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszyscy czytają wiele rzeczy, ale to nie znaczy od razu, że faktycznie są one warte przeczytania ;) Chociaż akurat w przypadku Zafóna się to sprawdza :)

      Usuń

Twitter

Instagram

Jak co roku - #pyrkon z góry #poznań

Post udostępniony przez Dorota (@schizma9)

© Kawałek Cienia
designed by templatesZoo