Generation P - Wiktor Pielewin

piątek, 31 stycznia 2014

Znacie Wiktora Pielewina? Ja pierwszy raz o nim usłyszałam na seminarium magisterskim, kiedy jeden z kolegów prezentował temat swojej pracy - nie pamiętam już dokładnie o czym miał pisać, ale prawdopodobnie miało to jakiś związek z socjologią języka. A może z przedstawionym w powieściach Rosjanina społeczeństwem?

Rosja przełomu XX i XXI wieku. Moskwa opanowana przez reklamy. Rosyjska dusza pozbawiona tego tajemniczego pierwiastka, o którym tyle razy słyszeliśmy. Troszkę straszna wizja wyłania się z Generation P - wszystkim steruje przemysł reklamowy, ale za jeden błąd można zapłacić najwyższą cenę. Ciarki przechodzą po plecach.

Wawan Tatarski, główny bohater książki Pielewina, niespełniony poeta, kończy studia w Instytucie Literatury, ale w zmieniającej się rzeczywistości ukończony kierunek (przekłady z języków Narodów Związku Radzieckiego) nie będzie miał większego zastosowania. Zatem zaczyna pracę w czymś w rodzaju kiosku, aby stamtąd wspiąć się, dziwnym zbiegiem okoliczności, po szczeblach kariery. Niesamowitej (nie mam tutaj na myśli świetnej, tylko bardziej nierealną) kariery pełnej niedopowiedzeń, dziwnych kampanii reklamowych i narkotyków. Im więcej Tatarskiemu udaje się osiągnąć, tym więcej dowiaduje się o funkcjonowaniu świata i jego istocie. W sumie nic przyjemnego, nie ma czego zazdrościć.

Powieść jest trochę nierzeczywista, gdybym musiała ją do czegoś zaklasyfikować, to powiedziałabym, że to realizm magiczny. Wizje nawiedzające głównego bohatera, ale też wiele elementów świata przedstawionego sprawiają oniryczne wrażenie (może dlatego, że częściowo są wywołane przez substancje odurzające). Dużo w tym również mistyki rodem ze starożytnego Babilonu. To taka specyficzna literatura, nieco filozoficzna, ale na miarę naszych czasów. Nie chciałabym zdradzać za dużo z fabuły, dlatego ciężko jest mi napisać coś więcej ponad to, że świat w Generation P nie do końca jest tym światem jaki znamy - jakbyśmy w pewnym sensie żyli w Matriksie.

Kiedyś już pisałam, że literatura rosyjska jest taka… rosyjska. Podtrzymuję tę opinię. Trzeba przeczytać, żeby się przekonać, aczkolwiek nie łyknęłam prozy Pielewina tak gładko jak się spodziewałam (nie wiem skąd w ogóle we mnie takie przeświadczenie, że będzie łatwo). Momentami męcząca, chwilami niezrozumiała, choć w ogólnym rozrachunku warta tego, żeby się z nią zapoznać.
Share /

6 komentarzy

  1. Kiedyś chciałam przeczytać, ale jakoś tak mi z głowy wyleciało.. Lubię rosyjskość rosyjskiej literatury, także na pewno spróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Znam, czytałam, uwielbiam. Generation P to chyba ulubiona (zaraz po "Życiu owadów"). Taka nieco deliryczna ta literatura, ale faktycznie, tak jak piszesz - warto w niej "siedzieć".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, "deliryczna" to też dobre określenie :)

      Usuń
  3. Znam, znam. Sięgnęłam po to po przeczytaniu "Hełmu grozy", ale się nieco rozczarowałam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Też tak czasem mam, że pojawiają się jakieś oczekiwania względem książki, a ona ich nie spełnia. Nie lubię tego, ale staram się nie zniechęcać ;)

    OdpowiedzUsuń

Twitter

Instagram

Jak co roku - #pyrkon z góry #poznań

Post udostępniony przez Dorota (@schizma9)

© Kawałek Cienia
designed by templatesZoo