Taniec ze Smokami (cz. 1 i cz. 2) - George R. R. Martin

poniedziałek, 6 stycznia 2014


Taniec ze Smokami to, jak na razie (i nic nie zapowiada zmian), ostatnia z części Pieśni Lodu i Ognia. Biorąc pod uwagę dotychczasową częstotliwość wydawania powieści z cyklu, na dwie ostatnie możemy jeszcze trochę poczekać…

Piąta część, dwa opasłe tomiszcza, w większości opowiada historię toczącą się równolegle do Uczty dla wron, ale w innych częściach świata, przy czym pod koniec chyba posuwa akcję całości naprzód. Bohaterowie, których spotykamy, to pozostali przy życiu główni uczestnicy wcześniejszych wydarzeń, ale również postaci drugoplanowe, bo tych pierwszoplanowych mogłoby nie wystarczyć (chyba kiedyś pisałam, żeby się za bardzo nie przywiązywać do bohaterów?). Cóż więcej mogę rzec? W Tańcu ze Smokami dostajemy mniej wojny, ale jeszcze więcej spisków i tajemnic, które mają własne spiski i tajemnice. Nie jest łatwo to wszystko ogarnąć jeśli nie należy się do rodu Lannisterów.

Zastanawiając się co napisać o kolejnej części cyklu, żeby nie było tak samo jak poprzednio (bo w sumie ile można pisać o tym samym? to trochę - ale tylko trochę - jak recenzowanie kolejnego CoD) zerknęłam w otchłanie Internetu. Z czym się zetknęłam? Z hejtem. Że telenowela fantasy, że grafomaństwo, że pornografia literacka, że donikąd to nie zmierza. Nawet rozumiem skąd się biorą niektóre z tych zarzutów, bo rzeczywiście ciężko w tym wszystkim wypatrzeć jakiś cel, ale wierzę, że on gdzieś tam jest. Aczkolwiek mnogość bohaterów i wątków, a przez to pewna powolność akcji zdaje się wskazywać, że ciężko będzie te wszystkie nitki pozbierać w całość i jakoś na końcu związać. Natomiast nie uważam, żeby pewne elementy "telenoweli" były z gruntu złe. To nie jest nic, co można ocenić obiektywnie - jedni lubią długie serie, inni wolą trylogie albo w ogóle jednostrzały. Kwestia gustu - o ile oczywiście gdzieś na końcu majaczy jakaś konkluzja i wszystko jest sensownie opowiedziane. Pornografia i wulgaryzmy owszem, są obecne. Ale nikt nie powiedział, że książka jest skierowana do dziecięcego odbiorcy, a mnie na przykład książki fantasy w dużej mierze kojarzą się właśnie z takim stylem (nie mówimy tutaj o Tolkienie, rzecz jasna) i nie jestem nim oburzona ani zniesmaczona, nie czuję też, że autor mnie w jakiś sposób obraził. Nie oczekiwałam trzynastozgłoskowca staropolszczyzną i właśnie tego nie otrzymałam.

Są w Tańcu ze Smokami pewne zwroty akcji, które sprawiły, że z niepokojem patrzę na dotychczasową częstotliwość wydawniczą cyklu. Jestem też ciekawa co dzieje się z bohaterami, dla których nie znalazło się miejsce na tych 1392 stronach… Z pewnością przeczytam kolejne tomy jak tylko się ukażą, a tymczasem pozostaje mi oglądanie serialu, który jakoś mnie nie porwał, ale i tak od czasu do czasu odpalam sobie jeden odcinek.

No i wiecie… Winter is coming!...
Share /

6 komentarzy

  1. Aż nie wiem czemu nie czytam kolejnych tomów :) a wiem dlaczego, czekam na serial :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dobra, serialowego Tyriona nic ani nikt nie przebije ;)

      Usuń
  2. Tak na marginesie - u Tolkiena seks był ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio? Tak dawno czytałam, że mogło mi wylecieć z głowy ;)

      Usuń

Twitter

Instagram

Jesienne suszenie żołędzi :) #autumn #fall #acorn

Post udostępniony przez Dorota (@schizma9)

© Kawałek Cienia
designed by templatesZoo