Zamek z piasku, który runął - Stieg Larsson

sobota, 21 listopada 2015


No to co w końcu runęło? Zamek z piasku, czy najpierw piasek, a dopiero potem z tego runiętego powstał zamek?... Zawsze mam problem z takimi konstrukcjami jak ta w tytule… Ale skoro ten tytuł pojawia się na blogu, niechybnie oznacza to, że dotarłam do końca trylogii Millennium (i to już jakiś czas temu).

Niemal wszystkie wątki zostały domknięte… Piszę "niemal", bo odczuwam pewien niedosyt względem jednego, który może nie był głównym, ale jestem ciekawa co by się wydarzyło gdyby autor podążył tą ścieżką. No ale nie podążył. Zamek z piasku, który runął jest bezpośrednią kontynuacją Dziewczyny, która igrała z ogniem - akcja zaczyna się dokładnie w tym miejscu, w którym skończyła się druga część trylogii. Właściwie to cały czas ta sama książka, dlatego zasadniczo nie mogę napisać niczego ciekawego o fabule, bo byłyby to praktycznie same spoilery, a tego nie chcemy. No to może o czymś podumamy?...

Och, ta rzetelność dziennikarska...
Rzeczą, która mocno zwróciła moją uwagę było podejście autora do dziennikarstwa. Ja rozumiem, że sam był dziennikarzem, a prasa w Szwecji może się różnić od tej wydawanej w Polsce, aczkolwiek nie chce mi się wierzyć, że aż tak. Rzeczywiście powinno być tak, że dziennikarze prezentują klasę, są wiarygodni i rzetelni - w końcu to zawód pretendujący do miana zawodu zaufania publicznego (choć nim nie jest). Nie powinni pozwalać na to, żeby jakiekolwiek słowa w ich artykułach pozostawały bez pokrycia - szczególnie jeśli rzucają jakieś oskarżenia. Przed rozpoczęciem pisania artykułu należałoby zrobić gruntowny, pogłębiony research, a temu powinno towarzyszyć poczucie misji. A jak jest w rzeczywistości? No cóż, wystarczy zajrzeć na pierwszy lepszy portal internetowy, bez względu na tematykę, a i gazety drukowane pozostawiają wiele do życzenia.

Podobne wrażenie fantazji odnosiłam przy fragmentach dotyczących ochrony osób i mienia oraz hakerstwa, ale z tym nie stykam się na co dzień, więc może to z tego powodu opisy brzmiały dla mnie momentami wręcz nieprawdopodobnie. Nie chcę się czepiać, bo uważam, że Zamek z piasku, który runął wciąż czyta się dobrze, ale chyba nie aż tak dobrze jak dwie wcześniejsze części. Nie zmienia to jednak faktu, że znowu czytałam końcówkę książki prawie na jednym wdechu, choć całość, szczególnie właśnie pod koniec, psuł mi jeden romansowy wątek poboczny. Kręciłam nad nim głową i wzdychałam z irytacją, ale nic przecież nie mogłam na niego poradzić…

Och, to analityczne podejście...
Czyli wychodzi na to, że mam mieszane uczucia, choć zdecydowanie bardziej twierdzę, że proza Larssona jest dobra, ale mogłaby być lepsza, bo pierwszą częścią cyklu autor pokazał, że potrafi(ł). Jestem trochę zawiedziona, ale to kwestia moich oczekiwań, które nie zostały spełnione, a przecież wiadomo, że jeśli przeczytaliście dwie wcześniejsze części, to po trzecią też sięgniecie, bo kto chciałby zostać z takimi rozgrzebanymi wątkami...

Myślę jak by tu ładnie zakończyć, ale jakoś nic nie przychodzi mi do głowy… Poza tym muszę ograniczyć użycie wielokropków.

Koniec i kropka.
Share /

8 komentarzy

  1. Nie jesteś pierwszą osobą, która jest trochę zawiedziona wynikiem ostatniej części. A więc coś jest nie halo z tą książką. Szkoda, bo rzeczywiście autor pokazał, że potrafi pisać.

    OdpowiedzUsuń
  2. A mi zarówno "Zamek z piasku..." jak i wcześniejsze części strasznie się spodobały. To jedna z moich ulubionych kryminalnych serii;)

    Książkoholiczka94

    OdpowiedzUsuń
  3. Pierwsza część to najlepszy kryminał jaki czytałem. Druga i trzecia były dobre, ale jednak czegoś mi w nich zabrakło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie jest jakoś trudno wskazać najlepszy kryminał jaki czytałam, ale Larsson ze swoim Millennium na pewno jest w czołówce.

      Usuń
  4. Wiesz, wydaje mi się, że jednak szwedzkie dziennikarstwo - to, oczywiście, które nazwałabym "wyższych standardów", czyli dziennikarstwo nie tabloidowe, może być na całkiem innym poziomie niż polskie. Wydaje mi się, a to są tylko, niestety, moje przypuszczenia, że Szwedzi czytają więcej prasy, a co za tym idzie, dziennikarze nie muszą szukać taniej sensacji, która dobrze się sprzeda i zaopatrzy ich w wikt i opierunek. No, ale mogę się mylić :D

    Co do książki, niestety, jeszcze nie czytałam żadnej części, oglądałam tylko ekranizację pierwszego tomu (tą oryginalną szwedzką wersję i tą amerykańską, bardzo efekciarską ;)), będę musiała nadrobić, chociażby z czystej ciekawości ^^ Tylko nie wiem kiedy :c

    Pozdrawiam serdecznie,
    Mona Te [Blog]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to może być kwestia tego czytania prasy przez Szwedów... Ja sama za bardzo nie czytam prasy papierowej, bo nie mam na to czasu, a poza tym wkurza mnie, że jak się weźmie do rąk pierwszy lepszy tygodnik opinii, to od razu widać, że wspiera on którąś z opcji politycznych. A do samego Millennium też długo się zbierałam, ale jak już zaczęłam, to mnie wciągnęło ;)

      Usuń

Twitter

© Kawałek Cienia
designed by templatesZoo