Tulipanowy wirus - Daniëlle Hermans

niedziela, 8 maja 2016


Doprawdy nie wiem co mnie podkusiło. No bo bez przesady - porównywanie do prozy Dana Browna na mnie nie działa. Owszem, czytałam Kod da Vinci w czasach licealnych i nawet mi się podobało, ale fanką nie zostałam i już chyba nie będzie mi dane. No ale przeczytałam Tulipanowy wirus i mam opinię.

Zacznijmy jednak od fabuły. Oto książka rozpoczyna się brutalnym morderstwem dokonanym w Anglii na starszym bogatym panu. A właściwie nie. Właściwie to zaczyna się jakieś 370 lat wcześniej - w roku 1636, w Holandii - od odkrycia zwłok niejakiego pana Winckela. A dopiero potem zostaje zamordowany Frank Schoeller, który zostawia cały swój majątek - oraz tajemnicę swojej śmierci do rozwikłania - bratankowi, Alkowi. Nie żeby bratanek pozostał bez żadnych wskazówek - Frank tuż przed swoją śmiercią przekazuje mu bardzo cenny i równie stary wolumin zawierający między innymi ryciny tulipanów, a idąc tym tropem wiadomo, że akcja musi przenieść się do Holandii (choć tulipany pochodzą z Azji). Alek angażuje w śledztwo dwójkę przyjaciół i razem, tropiąc mordercę wuja, odkrywają tulipanowe tajemnice sięgające aż XVII-wiecznej tulipomanii.


Zastanawiam się teraz czy już zarys fabuły nie powinien dać mi do myślenia, że to wszystko to jednak chyba jakieś takie naiwne jest… O ile jeszcze ta część XVII-wieczna w moim odczuciu jakoś daje radę, o tyle ta współczesna jakby nieco mniej, ale nie wiem co mnie nie przekonało bardziej - historia czy bohaterowie. Z jednej strony morderstwa z powodu tulipanów, z drugiej dwóch facetów i ona, żona jednego z nich, ale przyjaciółka obydwu. Młodzi, bogaci, inteligentni, zdolni do tego, żeby rozwikłać tulipanową zagadkę przed policją. No banał, ale jak się spojrzy na to szerzej, to przecież wszystko już było, więc może nie powinno się zbyt wiele oczekiwać.


Tulipanowy wirus na pewno czyta się łatwo, ale czy przyjemnie to już kwestia dyskusyjna. Wielbicielom wiosennych kwiatów być może się spodoba, wielbicielom dobrej sensacji - nie jestem przekonana. Może jeszcze fani Dana Browna znajdą coś dla siebie, a reszta niech szuka dalej.

Jeżeli chcecie poczytać o Iluminatach, to...raczej nie tutaj


Share /

2 komentarze

  1. Chyba nie dla mnie. Nie czuje żadnego magicznego przyciągania, a szkoda.

    Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do siebie w wolnej chwili ;)

    OdpowiedzUsuń

Twitter

Instagram

Quaz Bogart idzie w miasto. A ja jak powinnam się ubrać?

Post udostępniony przez Dorota (@schizma9)

© Kawałek Cienia
designed by templatesZoo