Losy dobrego żołnierza Szwejka czasu wojny światowej - Jaroslav Hašek

czwartek, 6 października 2016


Ile to razy słyszałam o dobrym wojaku Szwejku… Aż w końcu postanowiłam zapoznać się z ową personą uznając, że jest to kawał historii europejskiej literatury. Pewnego razu w moje ręce wpadł ebook - nowe tłumaczenie tej czeskiej powieści - i już nie było wyjścia.

Gwoli wyjaśnienia - całość składa się tak naprawdę z czterech książek, przy czym historia wcale się nie kończy, ponieważ autor nie zdążył skończyć powieści przed śmiercią. Ale po zastanowieniu dochodzę do wniosku, że nie ma to większego znaczenia, bo Losy dobrego żołnierza… w ogóle nie wyglądają jakby dokądś zmierzały - ewentualnie do końca pierwszej wojny światowej.

Bezkompromisowo ;)
Bo akcja powieści, jak wskazuje tytuł (choć, w naszych czasach, dosyć nieprecyzyjny), toczy się właśnie wtedy, a zaczyna się od zamachu na księcia Franciszka Ferdynanda w Serbii, kiedy to Czechy były jeszcze zależne od Austro-Węgier, a język czeski był na wymarciu. Następuje powszechna mobilizacja, która nie omija również handlarza psami mniej lub bardziej rasowymi, czyli tytułowego Szwejka. Nie będzie dużym spoilerem jeśli powiem, że nasz bohater nie dociera na pierwszą linię frontu, ale cały czas jest gdzieś w pobliżu przeżywając różne przygody i nieporozumienia, a przy tym nie tracąc ducha. Nie radzę jednak wybierać się na wycieczkę po Czechach śladami Szwejka, a na pewno nie należy się nastawiać na to, że taka podróż będzie łatwa - autor nie zadawał sobie trudu, żeby sprawdzić czy obrana przez bohatera droga jest możliwa, czy wymieniane miejscowości leżą choćby na jednej linii...

Bezbłędna dedukcja delikatnie polana "Tangiem" Mrożka
Ponadto, Jaroslav Hašek nie czytał ponownie tego co napisał - być może stąd moje wrażenie niechlujstwa powieści. No i zdecydowanie nie jest to powieść uniwersalna - to, co dla współczesnych Haškowi było oczywiste, dla nas wcale takie nie jest (chyba że jesteśmy historykami), a to z kolei oznacza, że Losy dobrego żołnierza… ciągną się jak flaki z olejem. Są niezłe, zabawne momenty, ale całość nie robi tak dobrego wrażenia jak może by się chciało, bo to w końcu klasyka, ale nie znowu jakaś odległa. Chyba najbardziej zaciekawił mnie wstęp, w którym tłumacz wyjaśnia chociażby dlaczego zmienił funkcjonujący w zbiorowej świadomości Polaków tytuł (Przygody dobrego wojaka Szwejka podczas wojny światowej) albo w jakim języku rozmawiali ze sobą bohaterowie (po czesku lub po niemiecku - zależy kto z kim).

Aż dziw bierze, że chrześcijaństwo przyszło do Polski z Czech
Ja rozumiem, że Szwejk jest postacią kultową, ale mnie jakoś niczym specjalnie nie ujął, a przy okazji zmęczyłam się czytając o nim. Natomiast nikt mi teraz nie zarzuci, że nie znam lub nie wiem o czym mowa. A może jeszcze znajdzie się ktoś, kto mnie przekona, że powinnam dać Szwejkowi szansę?

Ku pamięci!

Share /

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Twitter

Instagram

Quaz Bogart idzie w miasto. A ja jak powinnam się ubrać?

Post udostępniony przez Dorota (@schizma9)

© Kawałek Cienia
designed by templatesZoo