Sfinks - Robin Cook

wtorek, 17 sierpnia 2010


Wszystko zaczęło się 3 tys. lat temu kiedy to w grobowcu spoczęło ciało młodego faraona, Tutenchamona. A potem, w 1922 r., grobowiec został odnaleziony i otwarty.

Z pewnością słyszeliście o klątwie Tutenchamona, która miała dosięgnąć archeologów będących przy otwarciu krypty. Klątwa zadziałała tak sprytnie, że dała o sobie znać kilkadziesiąt lat później uśmiercając badaczy w sposób naturalny.

Młoda pani egiptolog (egiptolożka?), Eryka Baron, przyjeżdża do Egiptu, aby zobaczyć to wszystko, o czym do tej pory wiedziała jedynie teoretycznie. Przyjeżdża i prawie od razu staje się świadkiem morderstwa, przez co zostaje wciągnięta w grę o duże stawki. I o najwspanialsze antyki. Historia z romansem w tle.

Nie da się ukryć, że bardzo lubię pisarstwo Robina Cooka. Może to i czytadła, może mało ambitne, ale przeważnie mocno wciągające. Chyba jednak wolę kiedy pisze thrillery medyczne. Wtedy przyjęta przez niego formuła pisania najlepiej się sprawdza. Moim zdaniem "Sfinks" nie ma odpowiedniego klimatu lub ma go za mało. Książka została zekranizowana, ale nie widziałam filmu, aby ocenić czy można go porównywać do "Mumii", czy choćby do "Klejnotu Nilu" (imdb.com mówi, że nie można). Niemniej, nie mogę powiedzieć, że "Sfinks" jest książką słabą. Można przeczytać ot tak, dla odprężenia.

Share /

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Twitter

Instagram

Quaz Bogart idzie w miasto. A ja jak powinnam się ubrać?

Post udostępniony przez Dorota (@schizma9)

© Kawałek Cienia
designed by templatesZoo