Eryk - Terry Pratchett

czwartek, 9 maja 2013


Lektura na jeden wieczór (lub dzień). Na początku długiego weekendu majowego pomyślałam, że mam ochotę przeczytać coś Pratchetta, bo dawno do niczego jego autorstwa nie sięgałam. Podeszłam do stosu książek, które czekają na nowy regał (już niedługo!), wybrałam Eryka i zaczęłam czytać. Skończyłam zanim zrobiło się ciemno. W międzyczasie zrobiłam obiad i w Internecie poczytałam trochę na temat Fausta oraz Boskiej Komedii.

Dlaczego akurat o tym? Ano dlatego, że kiedy przyjrzycie się okładce Eryka zobaczycie coś jakby cień rzucany przez tytuł, ale taki cień, który niespecjalnie zgadza się z właściwym napisem. Cień twierdzi, że mamy do czynienia z Faustem (mamy czas matur - polecam odświeżyć nieco wiedzę z języka polskiego, mimo że już jest po ;) ). A dodatkowo, czego cień już nie zdradza, składamy wizytę w kręgach piekła - niczym u Dantego. Bardzo lubię u Prachetta te nawiązania do innych dzieł kultury, bo autor często pokazuje w jak różny sposób można rozumieć i interpretować rzeczy, nad którymi spuszczają się rzesze specjalistów. Tzn. wiecie, nie chodzi mi o to, że nie powinni tego robić (jakkolwiek to zabrzmi). Raczej o to, że do niektórych dzieł (do wszystkich?) można podejść na wesoło niczego im nie ujmując.

Tytułowy Eryk to taki dyskowy Faust - trochę młodszy od swego pierwowzoru, trochę bardziej pryszczaty i niczego z nikim nie podpisał (chociaż był namawiany). Podczas straszliwych rytuałów wywołał demona, który miał spełnić jego trzy życzenia. Tylko kto mógł przewidzieć, że tym demonem będzie uwięziony dotąd gdzieś poza wymiarami... Rincewind? I to właśnie on, nieświadomy piekielnej pomocy, spełnia życzenia Eryka. W dość nietypowy sposób. A właściwie w sposób nieoczywisty.

Nie chcę teraz moralizować, że sir Pratchett pokazuje w swojej książce do czego mogą doprowadzić dzikie żądze, że nie można tak, że morał, bla bla bla. Eryk to przyjemna opowieść o chłopcu, który chciał spełnić marzenia - niekoniecznie swoje, takie dosyć stereotypowe, często wypowiadane w obliczu złotej rybki (czy też nawet przed jej obliczem) - ale nie przewidział, że dróg ich spełnienia może być co najmniej kilka i nie zawsze spełniający wybierze tę, która jako pierwsza przychodzi na myśl.

Jak zwykle przy Pratchetcie - jeżeli lubicie, to przeczytajcie (o ile jeszcze nie czytaliście), jeżeli nie lubicie, to na dwoje babka wróżyła. Mnie się podobało.
Share /

6 komentarzy

  1. Uwielbiam Fausta i Dantego... zaciekawiłaś mnie tą pozycją i myślę, że to właśnie od niej rozpocznę swoją przygodę z Pratchett'em :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko mnie potem nie przeklinaj jeśli się okaże, że to jednak nie to czego oczekiwałaś ;)

      Usuń
  2. Mnie się podobało, tylko inne wydanie czytałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobało Ci się, ale tak nie do końca ;)

      Usuń
  3. Pierwsza powieść Pratchetta jaką przeczytałem. Podebrałem ją ojcu. Mam do niej szczególny sentyment.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, ja mojemu ojcu to co najwyżej "Starą Baśń" mogłabym podebrać.

      Usuń

Twitter

Instagram

Jesienne suszenie żołędzi :) #autumn #fall #acorn

Post udostępniony przez Dorota (@schizma9)

© Kawałek Cienia
designed by templatesZoo