Gra Endera - Orson Scott Card

środa, 2 października 2013

31 października do polskich kin wchodzi film pt. Gra Endera, więc uprzedzając ten fakt postanowiłam przeczytać książkę pod tym samym tytułem (taka jestem zapobiegawcza!). Co z tego wyszło? Odpowiedź, oczywiście, w dalszej części tekstu (budowanie napięcia, dum dum dummm).

Ender jest Trzecim. Jego rodzicom pozwolono na trzecie dziecko, chociaż to objaw niesubordynacji, ponieważ wiązano z nim nadzieję na ponadprzeciętne umiejętności militarne, które pozwolą Ziemianom wygrać bój z robalami, kosmicznymi przeciwnikami ludzi. Główny bohater zaczyna swoją przygodę z wojskowością w wieku sześciu lat, ale wcale nie zachowuje się jak dziecko - podobnie zresztą jak jego o 2 lata starsza siostra, Valentine, i o 4 lata starszy brat, Peter. Oni na Ziemi realizują swój plan, a on w kosmosie realizuje plan MF (Międzynarodowej Floty). Ender zostaje poddany specjalnemu szkoleniu, które ma zrobić z niego dowódcę jakiego jeszcze nie było. Czy to się udaje?

Zabierając się za tę książkę spodziewałam się nie wiadomo czego. Powieść po raz pierwszy wydano w 1985 r. (w Polsce w 1991 r.), ale oparta została na opowiadaniu z roku 1977. Orson Scott Card otrzymał za nią chyba najważniejsze nagrody przyznawane za literaturę fantastyczną (Hugo oraz Nebulę). A ja się trochę nudziłam… Oczywiście wstyd mi za siebie, ale prawda jest brutalna. Gra Endera potrafi wciągnąć, ale czytanie po raz kolejny o rozgrywanej przez głównego bohatera grze - czy to na sali treningowej, czy na symulatorze - przestaje być ciekawe. Być może tym razem zawiodła mnie wyobraźnia, bo jakoś ciężko mi było odnaleźć się w tych wszystkich strategiach i ustawieniach podkomendnych Endera. A i zachowanie tych, bardzo niedziecięcych, dzieci mnie nie przekonało. Zakończenie też było takie trochę... meh.

Mimo wszystko jednak, irracjonalnie wręcz - patrząc na to co napisałam wyżej, polecam tę książkę. Wydaje mi się, że warto ją znać, a nie jest to gniot, przy którym będziecie się męczyć (chyba, że totalnie nie trawicie fantastyki). To jest całkiem porządny kawałek literatury, choć jak się nad tym zastanawiam, to dosyć mocno wyczuwam w nim opowiadanie (w tym kawałku).

No dobra, bo zaczynam się plątać. Sami przeczytajcie i wtedy ocenicie czy warto sięgać po kolejne części (bo to jest, ha!, pierwszy tom). Ewentualnie stwierdzicie czy warto iść do kina. Choć ja poszłabym dla samego Harrisona Forda, która gra w filmie jedną z głównych ról.

PS. Zapomniałam dodać, że wydanie, które czytałam było poszerzone o opowiadanie Chłopiec z Polski, w którym poznajemy kilka wydarzeń z dzieciństwa ojca Endera.

PS2. Wydawnictwo Prószyński i S-ka zapowiedziało wznowienie książki na 8 października. Wiecie, filmowa okładka.
Share /

10 komentarzy

  1. Mnie końcówka podnudziła. Tak troszkę :) A najbardziej mi przykro było, kiedy zrozumiałam, że ,,Wojny światów" (Egmont wydał w tym roku, kojarzysz?) to coś na styl plagiatu ,,Gry Endera" ;___;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok, chyba nie masz na myśli "Wojny światów" Wellsa tylko jakąś inną, której nie kojarzę ;) I chyba niewiele tracę w takim razie :)

      Usuń
  2. Och, czytałam, czytałam... Powiem że jakoś bez szału, ale właśnie końcówka mi się podobała. To było zaskakujące, to było takie "wow! To dzieje się naprawdę?"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie ogólnie trochę nudziła całość ;) Teraz kończę "Endera na wygnaniu" i znowu mam mieszane uczucia.

      Usuń
  3. Podobało mi się i następna z serii też.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co uznajemy za następną z serii? Bo ja mam z tym problem ;)

      Usuń
    2. Ja, może nieco przewrotnie, a może wcale nie, jako następną z serii czytam "Ender na wygnaniu" ;)

      Usuń
    3. A, to z chęcią poczytam, jak wrażenia.

      Usuń
    4. Będą wrażenia, ale najpierw "Ręczna robota" Ćwirleja, bo wcześniej skończyłam ;)

      Usuń

Twitter

Instagram

Jesienne suszenie żołędzi :) #autumn #fall #acorn

Post udostępniony przez Dorota (@schizma9)

© Kawałek Cienia
designed by templatesZoo