Worn - Piotr Molenda

poniedziałek, 28 października 2013

To jest chyba nauczka dla mnie, żeby następnym razem posłuchać intuicji.

Wyobraźcie sobie, że bierzecie worek (może być taki większy mieszek), a do środka wrzucacie różne klisze fantasy, wrzucacie tam Władcę Pierścieni, Wiedźmina, Grę o Tron, a na koniec dodajecie jeszcze trochę RPGów (i szczurze ogony). Co otrzymujecie? No.

Worn pochodzi z Dlichsplat, ale w rodzinnej wiosce uznawany jest za odmieńca. Dlaczego? Cholera go wie. Z bliżej nieokreślonego powodu trafia do pięknie urządzonej jaskini, w której uczy się sztuki fechtunku, a następnie wyrusza na spotkanie przygodzie. A dokładniej zostaje wysłany przez istotę, która go uczyła (i sprawiła, że mimo upływu trzynastu lat, tak naprawdę minął tylko rok…), po pewien artefakt pozwalający mistrzowi wrócić do domu - gdziekolwiek się on znajduje. Worn początkowo obiecuje sobie, że nie będzie nikogo zabijał, chyba że już naprawdę nie będzie miał wyjścia, ale bardzo szybko łamie swoje przyrzeczenie i znaczy swój szlak krwią napotkanych ludzi. Nie znaczy to jednak, że wędruje całkiem sam. Przyłącza się do niego strażnik artefaktu, którego zadaniem jest powstrzymanie wędrowca przed ukończeniem misji, ale zgadnijcie co się dzieje… Tak! Mimo nieufności wobec siebie, można powiedzieć, że się zaprzyjaźniają! Skąd wiedzieliście?

Mogłabym tak jeszcze długo, wszak książka ma blisko 700 stron, a na każdej jest obszerny opis (miejsca, wyglądu osób, przyrody, stanu emocjonalnego bohaterów…) i trochę akcji. Przy czym z akcją bym jednak nie przesadzała. Wystarczyłoby znacznie mniej przestrzeni elektronicznej (książka została wydana jako ebook), żeby przekazać to wszystko, co ma znaczenie z punktu widzenia fabuły. Sorry, ale opis kamiennych grzybów takiego znaczenia nie ma. Nie jest sztuką napisać mega długą książkę, sztuką jest sprawić, żeby była ciekawa (Paulo Coelho?). Worn taką książką nie jest.

Nie wiem czy to będzie najlepsze określenie, ale główny bohater jest postacią niespójną. Jego motywacja pozostaje ukryta lub słabo zarysowana w fabule, albo po prostu nietrafiona, przez co nie da rady się z nim identyfikować. A jeżeli nie miał być postacią, z którą mielibyśmy się identyfikować, to może chciał być taki jak Geralt z sagi o Wiedźminie, co też się nie udało. Kiedy czytamy książkę tworzymy sobie w głowie jakiś obraz bohatera, chcemy być w stanie przewidzieć jak może się zachować i co może powiedzieć w danej sytuacji (zresztą tak samo jest przecież w życiu), a tutaj okazuje się, że się nie da. Tzn. o ile jeszcze zachowanie można spróbować zgadywać, o tyle uśmieszki i sarkastyczno-zabawne uwagi wydają się być w jego ustach nie na miejscu, a same w sobie są trochę na siłę, wyczuwa się w nich sztuczność.

Świat przedstawiony też mnie do siebie nie przekonał. Choć ciekawym pomysłem było stworzenie osad sięgających w głąb ziemi, to już ich opis nieco kulał. Generalnie miałam trochę wrażenie jakby bohaterowie wędrowali po płaskich lokacjach z jakąś dziwną roślinnością i jeszcze dziwniejszymi stworzeniami, które nie miały żadnego wytłumaczenia - nie wiemy dlaczego właśnie takie, a nie inne, dlaczego wyglądają w określony sposób i takie tam. Kolejne wioski tworzą jakby oddzielne światy, a między nimi nic nie ma - ani ludzi, ani uczęszczanych traktów. No i kaman, bohaterowie naprawdę spotykają przed mostem krasnoluda, który potrzebuje 428 rubinów i pozwoli im przejść jeżeli przyniosą jeden z nich? Dziwne, że nie poprosił też o szczurze ogony.

A jakby tego było mało to muszę wspomnieć o błędach ortograficznych (i literówkach). Błagam Was, nie porywajcie się na wydanie swojej książki nim ktoś prócz Was jej nie przeczyta i nie zasugeruje poprawek. I niech tym kimś będzie osoba znająca polską ortografię. Zanim tekst trafi do odbiorców musi przejść korektę, naprawdę.

Właśnie, autor wpadł w jakąś manierę korzystania z pewnych słów czy zwrotów. Nagminnie pojawiało się "po czym", "po co" oraz "wagabunda". Znam to słowo, jasne, ale ciągłe czytanie o "wagabundach" w którymś momencie zrobiło się tak śmieszne, jak męczące. A ponadto, akapity! Nie sądziłam, że są tak ważne dopóki nie zaczęłam czytać Worna, który właściwie jest ich pozbawiony.

Nie polecam Wam tej książki. Zakończenie, które mogę uznać za nierozczarowujące to trochę za mało, żeby mówić o czymś, że jest dobre. No i jak to jest, że jedni biorą słowa i układają je w coś naprawdę przenikającego nas do głębi lub gwarantującego nam świetną rozrywkę, a innym wychodzi to jakby słabiej?

PS. Mimo wszystko chciałabym podziękować autorowi za możliwość przeczytania książki.
Share /

8 komentarzy

  1. Szkoda, może kolejna książka tego autora będzie lepsza. Każdy się w końcu uczy :) Ja nie lubię długich opisów, a z fragmentów zamieszczonych na stronie wywnioskowałam, że to będzie tego typu książka, więc podziękowałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem brakuje mi asertywności, bo myślę sobie, że sprawię komuś przykrość. Ale tutaj lepiej byłoby gdybym odmówiła na początku. Skoro jednak nie odmówiłam, a formuła bloga zakłada pisanie o wszystkich książkach, które przeczytałam...

      Usuń
    2. Ja miałam ten problem , kiedyś... teraz jest o wiele lepiej :)

      Usuń
    3. Ja nie mam zbyt wielu okazji do przećwiczenia ;)

      Usuń
  2. Właśnie mam tą książkę i jestem troszkę przestraszona Twoją recenzją... ale zobaczymy, jak mi się spodoba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, to tylko moje odczucia, Twoje mogą być zupełnie inne :) Widziałam w necie pozytywne recenzje ;)

      Usuń
  3. Ja się zastanawiałam, ale chyba sobie podaruję - po pierwsze nie do końca mój klimat, tzn. gatunek, no a już tym bardziej po recenzji..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic na siłę.

      Kurczę, nie chciałam Was straszyć ;P

      Usuń

Twitter

Instagram

Quaz Bogart idzie w miasto. A ja jak powinnam się ubrać?

Post udostępniony przez Dorota (@schizma9)

© Kawałek Cienia
designed by templatesZoo