Grombelardzka legenda - Feliks W. Kres

sobota, 24 stycznia 2015

Przeczytałam, więc napiszę parę słów, ale wierzcie, że nie będzie łatwo… Nie, Grombelardzka legenda nie sprawiła, że opadła mi z wrażenie szczęka i nie mogłam się przez 2 tygodnie pozbierać. Nie doprowadziła mnie również do sytuacji, w której musiałabym zweryfikować cały swój pogląd na literaturę. Ale udało jej się zmusić mnie do ciągłego sprawdzania (na czytniku) ile jeszcze do końca…

Papierowe wydanie książki liczy 680 stron. Czytałam w swoim życiu książki znacznie dłuższe, ale mam wrażenie, że niewiele z nich ciągnęło się tak bardzo jak flaki z olejem. Nie jestem zwolenniczką bezsensownego zapełniania przestrzeni literkami, wolę jak jest ich mniej, ale treściwie. Nie ścigam się z nikim na ilość przeczytanych stron, bo czytanie czegoś nudnego tylko dlatego, że jest długie to marna rozrywka. No ale do rzeczy.

Jest sobie Szerer, taka kraina. W tymże Szererze jest kilka, hm, państw (właściwie to ze trzy albo cztery), a w tych państwach po kilka miast. Skoro już przy miastach jestem - generalnie nie lubię zbyt szczegółowych opisów, ale często są potrzebne, żeby dać wrażenie rzeczywistości miejsca, a tutaj tego zabrakło. Najważniejsze są góry, bo tam toczy się większość akcji, ale kiedy bohaterowie schodzą gdzieś gdzie powinna gościć jakaś cywilizacja wygląda to tak, jakby na pustyni ustawiono kilka kartonowych budynków i naprędce zorganizowano jakichś ludzi do ich zaludnienia. No dobrze, idźmy dalej. Szerer zamieszkują 3 rozumne gatunki - ludzie, koty i sępy, przy czym tych ostatnich jest najmniej, a przy tym wydają się być najbardziej odosobnione. Główna bohaterka, Karenira, jest kobietą, łuczniczką, która w wyniku różnych życiowych perypetii stała się przebiegaczką gór, szumnie nazywaną Łowczynią. I nie wiem czy to celowe ze strony autora, czy też po prostu tak mu wyszło, ale jest to bohaterka skrajnie niesympatyczna (a może to tylko moje wrażenie). Towarzyszymy Karenirze w jej przygodach, poznajemy ludzi, z którymi przyszło jej w różnych momentach swej egzystencji przebywać - Króla Gór Basergora-Kragdoba, jego zastępcę, kota gadba, Rbita, ale też najwyższych dostojników państw Szereru. I wszystko byłoby ok, gdyby nie ta potworna nuda…

Niby dokądś te wszystkie spotkania i przygody zmierzają, niby tworzą się jakieś nowe legendy, ale to tak długo trwa… Tyle stron o...właściwie to nie wiem. Rozmowy o różnych rzeczach, które dokądś prowadzą albo nie. Czytałam to i czytałam, i jakoś wciąż nie mogłam skończyć. Brałam do rąk czytnik i miałam wyrzuty sumienia, że nie czytam czegoś ciekawszego, czegoś, co miałoby w sobie więcej życia.

Zdecydowanie nie była to książka dla mnie. Kiedy myślę o jej treści, to widzę głównie pustkowia spowite mgłą i z padającym nieustannie deszczem. Nic się nie dzieje - nawet jeśli się akurat dzieje. Poszukajcie czegoś lepszego.

Jeśli jednak wciąż jesteście zainteresowani, to śpieszę Wam donieść, że jest to trzeci tom Księgi Całości, a na przykład tutaj możecie znaleźć zupełnie inne spojrzenie na Grombelardzką legendę: klik
Share /

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Twitter

Instagram

Wyjeżdżamy z Los Angeles, więc na koniec palmy :) #palms #trip #usa🇺🇸

Post udostępniony przez Dorota (@schizma9)

© Kawałek Cienia
designed by templatesZoo