Lawendowy pokój - Nina George (audiobook)

poniedziałek, 13 kwietnia 2015


czyta: Jakub Wieczorek
długość: 11 h 12 min

Mój mąż uważa, że książki o książkach mają w sobie coś pretensjonalnego. Może nie zawsze i nie wszystkie, ale w większości zawierają gdzieś w sobie ten pierwiastek pompatyczności. I taka też wydaje mi się powieść Niny George.

Rzecz dzieje się we Francji. Jean Perdu jest około pięćdziesięcioletnim księgarzem prowadzącym księgarnię na barce zacumowanej na Sekwanie. Nazwał ją (księgarnię, nie barkę ani tym bardziej Sekwanę) Apteką Literacką, bo książkami leczy dusze klientów. Wystarczy, że zada odwiedzającemu kilka pytań, a już wie co mu dolega i co może mu pomóc. Po pracy wraca do mieszkania w kamienicy, w której zna wszystkich mieszkańców, a ostatnio pojawiła się tam nowa lokatorka, której oddał swój stary stół wytargany z zamkniętego od dwudziestu lat lawendowego pokoju. Catherine znajduje w nim nieotwarty list zaadresowany do Jeana, z którego ten dowiaduje się dlaczego dwadzieścia lat wcześniej odeszła od niego kochanka. No i wtedy się zaczyna… Nasz bohater wskakuje na swoją barkę, zapuszcza silnik i odpływa na poszukiwania utraconej miłości.

Moje ucho, rozwiany włos i regał z książkami w tle. Słucham.
Jestem uczulona na pretensjonalność, więc wysłuchanie tej książki w wielu miejscach przyniosło mi reakcję alergiczną (którą w tym przypadku przeważnie był śmiech nie oznaczający wcale, że usłyszałam właśnie coś, co miało być zabawne). Takie wcieranie w czytelnika, że "oto czytasz książkę, więc jesteś lepszy niż reszta społeczeństwa, więcej rozumiesz i w ogóle jesteś bardzo wrażliwy i inteligentny" jest moim zdaniem słabe. Głębokie przemyślenia głównego bohatera są jakieś takie napuszone, ale teraz sobie pomyślałam, że to może też być kwestia lektora, który Lawendowy pokój mi przeczytał… W każdym razie nie czuję się bardziej wzniośle po lekturze. Były momenty, które nawet zaczynały mi się podobać, ale potem autorka zmieniała tory i znowu robiło się miałko.

Może to kwestia mojego pragmatycznego podejścia do życia, ale nie czuję takiego bujania z książką wśród chmur. Podejrzewam, że wielu osobom może się ta pozycja spodobać, bo wszystko kręci się wokół ich największej miłości i jeszcze utwierdzi ich w przekonaniu o wyjątkowości człowieka czytającego więcej niż jedną stronę beletrystyki rocznie, ale mnie to raczej zmierziło. Były niezłe fragmenty, ale to nieco za mało. Jeśli jednak Was nie zniechęciłam i wciąż macie ochotę popływać Apteką Literacką po Sekwanie i Rodanie, to śmiało. Może znajdziecie tam więcej niż ja.


Share /

2 komentarze

  1. No chyba jednak nie jestem przekonana do tej lektury - nie ważne, czy w wersji papierowej, czy jako audiobook.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze się zastanawiam czy w odpowiedni sposób wyrażam moje negatywne opinie o książkach... Czasem mam wrażenie, że jestem zbyt ostra w swoich osądach... Z drugiej strony jest tak dużo książek na świecie, że nie warto marnować czasu na niektóre :) Lepiej poszukać takich, które bardziej trafiają w nasze gusta :)

      Usuń

Twitter

Instagram

Jesienne suszenie żołędzi :) #autumn #fall #acorn

Post udostępniony przez Dorota (@schizma9)

© Kawałek Cienia
designed by templatesZoo