Diuna - Frank Herbert

środa, 17 lutego 2016


Od ilu już lat słyszałam "przeczytaj Diunę", "przeczytałaś już Diunę?", "gdybyś przeczytała Diunę, to moglibyśmy obejrzeć film". No, to teraz możemy.

Diuna to inna nazwa planety Arrakis będącej jedną wielką pustynią, ale również źródłem drogocennej przyprawy - melanżu. Zamieszkuje ją tubylczy, koczowniczy lud, Fremeni, a do niedawna również ród Harkonnenów. Do niedawna, ponieważ na początku powieści dowiadujemy się, że teraz Diunę otrzymał w lenno od Imperatora Leto Atryda i tam właśnie przeprowadza się z rodziną i z całą książęcą świtą. A rodzinę ma nie byle jaką, bo jego konkubiną jest lady Jessika, członkini zakonu Bene Gesserit, a synem Paul Atryda, który może okazać się Kwisatz Haderach… Nie rozumiecie? Nie przejmujcie się, ja też nie rozumiałam, ale od tego jest słowniczek na końcu książki, który można potraktować jako mały przewodnik po świecie Diuny.

A oto i słownik
Bo świat jest zdecydowanie bardziej złożony niż to, co tutaj napisałam. Zdałam sobie sprawę, że musiałabym zawrzeć w tekście znacznie więcej, żeby tylko zaznaczyć pewne wątki, ale nie chciałabym też za dużo zdradzać. Ja zaczynając lekturę wiedziałam tylko, że w Diunie jest przyprawa i są czerwie pustyni, czyli olbrzymie, mające nawet po kilkaset metrów, robaki stanowiące niebezpieczeństwo dla wszystkiego, co akurat przebywa na otwartej przestrzeni. Nawet nie przeczytałam blurba z tylnej okładki, bo mam wrażenie, że te opisy przeważnie mówią zbyt wiele.

A czy Diuna mi się podobała? No cóż… I tak, i nie. Może zacznę od tego dlaczego nie. Główni bohaterowie, lady Jessika i Paul Atryda, nie wzbudzali we mnie prawie żadnych pozytywnych uczuć, a ja jednak lubię lubić protagonistów. Poza tym akcja rozwija się dosyć powoli, a tak naprawdę główne wydarzenia są jakby gdzieś obok, przykryte kwiecistym językiem. No i przyznaję, że wstęp do każdego rozdziału, pewnego rodzaju złota myśl, myśl przewodnia - przeważnie z publikacji "pióra księżnej Irulany" - wydawał mi się pretensjonalny. Jeżeli czytaliście książkę, możecie się ze mną nie zgadzać. Może czegoś nie zrozumiałam.

"pióra księżnej Irulany"
Nie da się jednak odmówić powieści Franka Herberta mocy. Zaczerpnął z różnych tradycji i różnych języków i stworzył świat niepodobny do innych. Świat, w którym walutą jest przyprawa o cynamonowym aromacie, a woda jest cenniejsza od wszystkiego. Tutaj Mesjaszem może być osiemnastolatek będący przemyślaną krzyżówką genetyczną zaprojektowaną przez żeński zakon, a który jednak wymyka się spod kontroli. Im dłużej czytałam Diunę, tym bardziej wsiąkałam w jej klimat, w jej ograniczenia i możliwości, a może przede wszystkim we Fremenów z oczami błękitnymi w błękicie*.

Cóż rzec… Przeczytałam tę klasyczną już pozycję z nurtu science fiction. Na ile to możliwe poznałam uniwersum i teraz nie pozostaje mi nic innego jak zachęcić Was do tego samego (chyba, że byłam ostatnią osobą na Ziemi, która nie czytała Diuny). Może Was nie będą raziły te rzeczy, które nie trafiły do mnie, a powieść z pewnością warto znać.

*co było wynikiem bogatej w melanż diety - oczy zachodziły błękitem tak, że nie było widać białek
Share /

8 komentarzy

  1. Science fiction nie jest gatunkiem, który lubię, zatem "Diunę" zostawię fanom tego typu powieści.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie jestem fanką, ale czasem czytuję ;)

      Usuń
  2. A mnie się bardzo podobała :) Może sobie przypomnę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kwestia gustu, nastawienia, może nastroju... ;)

      Usuń
  3. W przyszłości z pewnością przeczytam, bo to już klasyk... to bez wątpienia nie jest mój gatunek, ale czasami trzeba się przemóc i ja właśnie to zamierzam zrobić :)

    Pozdrawiam
    ksiazki-inna-rzeczywistosc.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też trochę z tego powodu czytam książki z różnych nurtów - a nuż okaże się, że zmienił mi się gust? ;)

      Usuń
  4. Piękniutkie masz wydanie! Czytałam, oczywiście, sto lat temu, sporo już zapomniałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój Mąż zrobił sobie kiedyś prezent i kupił wydanie kolekcjonerskie (6 tomów) ;)

      Usuń

Twitter

Instagram

Quaz Bogart idzie w miasto. A ja jak powinnam się ubrać?

Post udostępniony przez Dorota (@schizma9)

© Kawałek Cienia
designed by templatesZoo