Oberki do końca świata - Wit Szostak

piątek, 22 kwietnia 2016


Jest jakaś magia w polskiej wsi XIX i początku XX wieku. Zawsze zastanawia mnie skąd się to bierze - czy chodzi o pewną mitologię stworzoną przez pisarzy? W zasadzie już w okresie romantyzmu wieś była mistyczna - przypomnijcie sobie Dziady część II Mickiewicza i przedstawienie tytułowego pogańskiego obrzędu w katolickim, bądź co bądź, kraju (wtedy pod zaborami). Do tego rodzaju mistycyzmu sięgnęła też Elżbieta Cherezińska w Koronie śniegu i krwi - akcja książki toczyła się w średniowieczu, a chrześcijaństwo było w Polsce stosunkowo młode, więc obywatele z jednej strony czcili Jedynego Boga, ale po cichu składali ofiary starym bóstwom, żeby się nie obraziły.


Oberki do końca świata to nie książka o religii, ale jej akcja toczy się na polskiej wsi gdzieś w okolicach Radomia, gdzie Bóg jest bardzo ważny i stale obecny w życiu ludzi. Tak samo jak wiejscy muzykanci, bez których nie mogło się obejść żadne wesele. Głównym bohaterem Oberków… jest Józef Wicher, jeden z ostatnich wiejskich skrzypków, pamiętający czasy świetności swej profesji, ale jednocześnie świadek jej odchodzenia w zapomnienie. No bo na wieś też w końcu zawitały zespoły z większą ilością instrumentów niż tylko skrzypce, harmonia i bębenek - wieś zaczęła się modernizować. Towarzyszymy Józefowi od wczesnej młodości aż do samego końca i przez cały ten czas możemy obserwować jak jego życie było związane z muzyką, jak życie i muzyka się przenikały. Poznajemy historię jego rodziny od czasu osiedlenia się w Rokicinach, a w szerszym kontekście, gdzieś na uboczu, toczy się historia Polski - nie aż tak ważna jak ta lokalna.


Kto z nas zna choćby podstawowy krok oberka? A kujawiaka albo krakowiaka czy mazurka? Dobrze, że jeszcze poloneza się tańczy na studniówkach… Wiecie, nie chodzi o to, żebyśmy teraz na imprezach wszyscy zaczęli tańczyć na 3/8*, ale strasznie przykre jest, że powoli tracimy nawet nie tyle tożsamość narodową, bo to trochę za dużo powiedziane, co pewną jej świadomość. Wstydzimy się naszych wiejskich korzeni, chyba że nasi dziadkowie lub pradziadkowie walczyli w Powstaniu Warszawskim. Nie mówiąc już o tym, że (również z powodu niedostatku źródeł) ciężko jest nam sięgnąć do jeszcze dawniejszej historii naszych protoplastów. Dlatego tak ważne są takie książki jak Oberki do końca świata - żeby pamiętać. Nawet jeśli nie jest to do końca naukowe źródło wiedzy, bo nie napisane w stylu encyklopedii antropologii, to wciąż pozostaje źródłem wiedzy o nas i naszych dziadkach.

Oberkowe rytmy prozy
Pewnie nie każdemu przypadnie do gustu pewna eteryczność tekstu, ale jeżeli tylko jesteście zainteresowani tematyką polskiej wsi i dziedzictwa kulturowego, to Oberki do końca świata są lekturą obowiązkową. Sama mam mieszane uczucia względem prozy w rytmie oberka i w kształcie ni to wiersza, ni to pieśni, bo myślę, że to może zmęczyć... Oczywiście książka nie jest napisana wierszem, ale ma w sobie właśnie pewną śpiewność i chyba tylko empirycznie możecie się przekonać czy to Wam pasuje. Mnie wciągnęło.

*metrum oberka



Share /

2 komentarze

Twitter

Instagram

Quaz Bogart idzie w miasto. A ja jak powinnam się ubrać?

Post udostępniony przez Dorota (@schizma9)

© Kawałek Cienia
designed by templatesZoo