Bogowie, honor, Ankh-Morpork - Terry Pratchett

wtorek, 6 października 2015


"Bóg, Honor, Ojczyzna" - wszyscy to znamy z lekcji historii i ze sztandarów. Gdy trzeba walczyć za wolność Ojczyzny porzuca się wszystko, chwyta co jest pod ręką i staje się do bitwy u boku równie oddanych Sprawie rodaków. A jeżeli chodzi o nowe terytorium na tle starych niesnasek, to nie można popuścić, choćby było to najbardziej absurdalne postępowanie.

Spośród wszystkich stworzonych przez siebie bohaterów do tej części Pratchett wybrał Straż Miejską z jej komendantem, Samem Vimesem, na czele. Bo kiedy chodzi o dobro Ojczystej Ziemi trzeba sięgnąć po najlepsze zabezpieczenia i najbardziej zaufane środki. A to, jak wiadomo wszystkim czytelnikom cyklu Świata Dysku, mogą zapewnić jedynie podkomendni sir Samuela. Niby tak sobie żyjesz obok tych wszystkich cudzoziemców z Klatchu, niby stołujesz się w ich knajpach, ale przecież zawsze wiedziałeś… Zawsze czułeś w ich daniach, że nie można im ufać, że kiedy tylko z wody wyłoni się jakiś nowy kontynent trzeba będzie udowodnić im na wszelkie możliwe sposoby, że tylko Ankh-Morpork ma prawa do nowych ziem. Wojna wisiała w powietrzu.

Wojna wisi w powietrzu
Książki Pratchetta pokazują, że pewne problemy społeczne i cywilizacyjne są ponadczasowe i ponadwymiarowe. Nie od dzisiaj zresztą wiadomo, że historia toczy się kołem, lubi się powtarzać itp. - stąd tak wielka aktualność prozy pisarza, którą w przypadku Bogowie, honor, Ankh-Morpork możemy obserwować na tle codziennych newsów o uchodźcach, serwowanych nam przez wszystkie dostępne media. Nie mam zamiaru pisać zaangażowanego społecznie czy politycznie posta - tak mi się po prostu skojarzyło, ale w istocie Pratchett bardzo często w swoich książkach pochylał się nad problemem rasizmu oraz wielokulturowości społeczeństw i tarć, które z tego powodu muszą nastąpić. Oczywiście wszystko jest podane w humorystycznym, wręcz satyrycznym sosie, który sprawia, że codzienne problemy stają się jakby bardziej strawne.

Cóż mogłabym dodać na zakończenie tego niezbyt długiego wpisu? Chyba tylko to, że kapral Nobbs przekonuje się, iż punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i czasem wystarczy się przebrać, żeby zobaczyć świat cudzymi oczami, Vetinari jak zwykle okazuje się być niedoścignionym w swej przenikliwości strategiem, Leonard z Quirmu nie zawodzi swą pomysłowością, a Vimes po raz kolejny daje dowód, że nie mógłby być nikim innym niż gliniarzem. Czyli wszystko po staremu, a wydaje mi się, że to niezła rekomendacja.

Szerszy kontekst

Share /

2 komentarze

  1. Odpychają mnie okładki. Samej prozy nie znam, choć tyle ludzi zachwala, natomiast oprawy książek do mnie zupełnie nie przemawiają :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt, mnie też te okładki nie zachwycają. Wydaje mi się, że okładki późniejszych książek są nieco inne, ale do nich jeszcze nie dotarłam z czytaniem :)

      Usuń

Twitter

Instagram

Jak co roku - #pyrkon z góry #poznań

Post udostępniony przez Dorota (@schizma9)

© Kawałek Cienia
designed by templatesZoo