Wichrowe Wzgórza - Emily Jane Brontë

wtorek, 2 października 2012


Dzisiaj coś z klasyki. Z klasyki romansu! Powieści grozy? Romansu grozy?... „Wichrowe Wzgórza” – po prostu.

Wichrowe Wzgórza to nazwa posiadłości w północnej Anglii, gdzie rozgrywa się część zdarzeń opisanych w powieści. Pozostałą część autorka umieściła w pobliskim Drozdowym Gnieździe.

Dygresja: jestem pod wrażeniem nazw domostw w XIX i w początkach XX w. Wichrowe Wzgórza, Drozdowe Gniazdo, Zielone Wzgórze, Szumiące Topole… Doprawdy, nazwy działające na wyobraźnię.

Historię dwóch rodów zamieszkujących pod koniec XVIII i na początku XIX w. dwa majątki poznajemy z opowieści pani Dean, służącej, która dogląda w chorobie dzierżawcę Drozdowego Gniazda, pana Lockwooda. Kobieta opowiada o niespełnionej miłości Heathcliffa, obecnego właściciela obydwu domów, i Katarzyny Linton, z domu Earnshaw. Katarzyna wyszła za mąż za Edgara Lintona, a Heathcliff, wiedząc, że nie może jej odzyskać, postanawia zemścić się na rodzie jej i jej męża. Oczywiście to jest tylko jeden z głównych wątków, ale nie sposób wszystkiego opisać.

Wichrowe Wzgórza to posiadłość targana silnymi namiętnościami (i wiatrem), nienawiścią i pogardą, ale również gwałtowną miłością. Jak to zwykle w powieściach romantycznych bywało. Muszę przyznać, że Brontë wywołała we mnie więcej emocji niż niejeden współczesny pisarz. Zastanawiałam się dlaczego ci ludzie ze sobą wytrzymują, dlaczego dają sobą poniewierać i takie tam. Kiedyś przeczytałam, że „Wichrowe Wzgórza” zostały uznane za brutalną powieść i nie wierzono, że mogła ona wyjść spod pióra kobiety. Moim zdaniem akurat kobiece pióro jest wyczuwalne, ale rzeczywiście autorka nie stroniła od brutalności.

Mnie się „Wichrowe Wzgórza” podobały, ale nie polecam do czytania w komunikacji miejskiej ;) Ja nie mogłam się skupić, gdzieś uciekały mi wyrazy i gubiły się wątki. W domu czytałam znacznie szybciej i z większym zrozumieniem. Ale to oczywiście może być subiektywne odczucie i na przykład znajdzie się ktoś kto mi powie, że tylko w tłumie innych podróżnych mógł zrozumieć pobudki kierujące Heathcliffem. Wiadomo, że nie każdemu ta powieść podejdzie, bo to jednak ponad 150 lat minęło od jej napisania, a nie każdy musi być fanem klasyki. Ale polecam.
Share /

8 komentarzy

  1. Uwielbiam tą książkę. Pierwszy raz wypożyczyłam sobie ją z biblioteki, ale tak mi się spodobała, że musiałam ją sobie kupić.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam neidawno i również mi się podobała. Bohaterowie budzili skrajne emocje (w moim przypadku głównie negatywne), jedynie Hareton w jakimś stopniu polubiłam. Trochę zdziwiła mnie ta sielanka na końcu.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim przypadku również były to głównie negatywne emocje. Ewentualnie neutralne - jak w przypadku Lockwooda. I rzeczywiście, Hareton był taka w miarę pozytywną postacią, bo jego zachowanie nie wynikało z charakteru, a raczej z niedostatków w wychowaniu. Czyli nie do końca był winien.

      Usuń
  3. Cóż za wstyd - nie przeczytałam tej książki jeszcze, choć od lat leży na mojej półce i mnie woła - dosłownie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na mnie też jeszcze niektóre klasyki spoglądają z wyrzutem z półek ;)

      Usuń

Twitter

Instagram

Quaz Bogart idzie w miasto. A ja jak powinnam się ubrać?

Post udostępniony przez Dorota (@schizma9)

© Kawałek Cienia
designed by templatesZoo