Prokurator Alicja Horn - Tadeusz Dołęga-Mostowicz

poniedziałek, 20 października 2014

Biorąc pod uwagę jak wiele kontrowersji wzbudziło ustanowienie w 2011 r. kobiety Marszałkiem Sejmu RP można sobie wyobrazić jakim zaskoczeniem byłaby w 1933 r. kobieta prokurator.

Przecież to zawód brutalny i wymagający niebywałej inteligencji! A jednak w warszawskim Sądzie zdecydowano się na zatrudnienie Alicji Horn, która nie dość, że świetnie wykształcona, to jeszcze niesamowicie piękna. Nie wszyscy jednak wiedzą, że za jej decyzją o wyborze zawodu stoi osobista tragedia - kiedy dowiecie się o co chodzi, będziecie się zastanawiali czy pani Horn na pewno jest w pełni władz umysłowych…

Równolegle toczy się historia Karola Brunickiego, psychiatry, który w najwyższej konspiracji prowadzi badania nad tym czy w okresie ciąży możliwe jest "zapatrzenie" mające potem wpływ na urodzone dziecko… Krótko mówiąc chodzi o to czy kiedy kobieta będąca w ciąży z jednym mężczyzną zakocha się w innym, może urodzić dziecko podobne do obiektu platonicznego uczucia. W tym wszystkim jest jeszcze miejsce dla najważniejszej postaci - Bohdana Druckiego - człowieka, który pojawia się znikąd, wszędzie ma przyjaciół i ze wszystkich opresji wychodzi cało, a przy tym działa niekoniecznie zgodnie z prawem.

Prokurat Alicja Horn to powieść, w której głównym bohaterem jest, wbrew sugestii tytułu, facet tak bardzo emanujący seksem, że jest to aż niemożliwe. Nie przepuszcza żadnej kobiecie, byłoby dziwne gdyby z którąś nie poszedł do łóżka. W ogóle odniosłam wrażenie, że autor zaprezentował swoje niespełnione fantazje… I mimo że Alicja Horn jest kobietą niewątpliwie inteligentną, to jednak w obliczu tego mężczyzny głupieje. Więc właściwie Dołęga-Mostowicz nie popisał się przesadnym feminizmem - właściwie utrwalił stereotypy patriarchalne. Nie myślcie sobie, że jestem wojującą feministką, po prostu teraz coś takiego by nie przeszło i wręcz zgrzyta między zębami. No bo jak inaczej opisać sytuację, w której kobieta właściwie cieszy się z tego, że została zgwałcona i tylko ze względów społecznych nie może tej radości ukazać?...

Abstrahując od wartości ideologicznych, w książce znalazły się wątki właściwie niedokończone albo potraktowane po macoszemu. Niby coś się kończy, ale tak nijak, a potem jest wspomnienie, że wszystko się ułożyło. Ale ja bym chciała wiedzieć co się stało, że jednak się ułożyło! Nie zadowala mnie stwierdzenie, że żyli długo i szczęśliwie, bo się pogodzili. Konflikty były zbyt głębokie (nawet jeśli ich podstawy były naiwne), żeby ot tak wszystko uciąć i powiedzieć, że w sumie to było ok. No i jeszcze muszę zarzucić Prokurator Alicji Horn, że, jak dla mnie, składa się z kilku oddzielnych historii, które niekoniecznie mają punkty styczne wynikające z logiki. Oczywiście, że się ze sobą łączą, bo autor tak zadecydował, ale nie jestem pewna, czy te połączenia są do końca słuszne. Może z tego wynika późniejsze niedomknięcie wątków…

I jeszcze na koniec odradzałabym czytanie streszczenia fabuły, które zostało podane przez (chyba) wydawcę. Chyba że macie w nosie spoilery. Ale książki generalnie nie polecam, więc w sumie jak przeczytacie ten blurb, to już będziecie wiedzieli wszystko i w ogóle nie będziecie musieli po nią sięgać. Pomijając przyczyny inne niż czysto rozrywkowe.
Share /

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Twitter

Instagram

Quaz Bogart idzie w miasto. A ja jak powinnam się ubrać?

Post udostępniony przez Dorota (@schizma9)

© Kawałek Cienia
designed by templatesZoo