Rycerz bezkonny - Romuald Pawlak

sobota, 28 lutego 2015

Generalnie do self-publishingu podchodzę bardzo ostrożnie, ale wciąż próbuję, bo cały czas mam nadzieję, że trafię na coś godnego uwagi (więcej szczęścia miałam na początku poszukiwań). No i w końcu się udało, ale to taki trochę oszukany self-publishing (w potocznym rozumieniu pierwszej publikacji gdziekolwiek), bo Rycerz bezkonny ponad 10 lat temu został wydany na papierze. Ale nie będziemy się spierać o nazewnictwo. Książka jest dostępna i już.

Tytułowym bezkonnym rycerzem jest Fillegan z Wake, który wędruje przez średniowieczną Europę zachodnią - bo rzecz dzieje się w XIV wieku, tuż po wydaniu zakazu pasowania zwłok na rycerza. Nasz bohater próbuje tu i tam zarobić parę groszy, żeby móc wrócić do Anglii i wypłoszyć ze swojego majątku, czyli z Wake, kupca, który zajął tamtejsze ziemie. Biedny (dosłownie i w przenośni), ale sprytny rycerz podaje się za uczonego i maga, bo posiadł w czasie swoich wojaży jedną sztuczkę magiczną, która robi wrażenie na wieśniakach, a, co ważniejsze, na zbójach grasujących przy trakcie wiodącym od miasta do miasta. Gdzieś tam, w czasie przygód, dołącza do niego pewien chłopiec marzący o tym, żeby zostać rycerzem, a sam Fillegan zostaje świeckim inkwizytorem, który ostatecznie widzi dalszy rozwój swojej kariery w czarnoksięstwie.

Romuald Pawlak nie stworzył żadnego własnego świata fantasy na bazie prawdziwej historii średniowiecza, a elementy fantastyczne, których użył do zbudowania świata przedstawionego, pozostają jedynie elementami. Wydaje mi się, że cała powieść właściwie stoi pojedynczymi pomysłami niż całkowicie spójną fabułą. Nie zrozumcie mnie źle - nie mam na myśli tego, że detale zastąpiły historię, ale są w niej bardzo ważne, bo z nich wynika cały humor, którego jest tu sporo. Już samo nazwisko bohatera kojarzy się dosyć jednoznacznie z pewnym bardzo poważnym dziełem pewnego poważnego irlandzkiego pisarza, a takich smaczków jest znacznie więcej. Do tego stopnia, że właściwie za punkt honoru stawiałam sobie odgadywanie od kogo to wzięła sobie nazwisko kolejna postać. No i meble. Meble w stylu ikeańskim rozłożyły mnie na łopatki.

Autor najwyraźniej z grubsza postanowił oddać ducha epoki, w której umieścił akcję powieści, ale nie zamierzał wcale na siłę trzymać się realiów i faktów historycznych. Nie jest to książka historyczna, więc nie ma problemu. Rycerz bezkonny to taki trochę epos rycerski drogi, w którym czasem nieco blade są związki przyczynowo-skutkowe między kolejnymi wydarzeniami, ale ostatecznie mnie to w niczym nie przeszkadzało, bo już od drugiego rozdziału czytałam powieść dla wcześniej wspomnianych detali. Nie wiem czy to dobrze, czy raczej niespecjalnie, ale Rycerz… jest raczej z gatunku rozrywkowych, więc ogólnie oceniam całość na plus.

PS. Książka trochę skojarzyła mi się z trylogią husycką Sapkowskiego, której, notabene, chyba nie doczytałam do końca.

Za możliwość przeczytania Rycerza bezkonnego dziękuję oficynie wydawniczej RW2010.
Share /

2 komentarze

  1. Rozrywkowo całkiem niezłe, bo nie nadęte. Przyznam się, że odgadywanie pochodzenia nazwisk nie przyszło mi do głowy. :)
    P.S. A mnie nie z Sapkowskim, tylko z Piekarą.
    http://mcagnes.blogspot.com/2015/04/rycerz-bezkonny-romuald-pawlak.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam twórczości Piekary ;) Ale ewidentnie autor czerpał pomysły zewsząd :)

      Usuń

Twitter

© Kawałek Cienia
designed by templatesZoo