Rok 1984 - George Orwell

poniedziałek, 24 października 2011

Mam wrażenie, że przy tej książce powinnam napisać jedynie: "W końcu przeczytałam", bo przecież "Rok 1984" to legenda. Prawdopodobnie mało jest osób, które o niej nie słyszały (choć ja ostatnio spotkałam dwie), ale myślę, że może być sporo, które jej nie czytały. Czasem czuję się jakby media i wykładowcy, w różny sposób i przy różnych okazjach, wciskali mi Orwella w twarz. To może stwarzać wrażenie, że "ja już wiem, o czym jest ta książka, więc po co mam ją czytać?". I jeszcze jedno - chyba po raz pierwszy w czytaniu książki nieco przeszkadzał mi brak wiedzy o niej samej, o jej interpretacjach i o epoce, w której powstawała.

A zatem nie będę bawić się w analizy "Roku 1984", bo jedyne czym może się to skończyć, to zabrnięcie na grząski teren, w który potem "wbiją" mnie głębiej poloniści. Nie oznacza to oczywiście, że czytałam bezrefleksyjnie, bo tej książki raczej nie da się tak czytać.

Jest rok 1984. Oceania, która swoim obszarem obejmuje Amerykę Północną i Południową, wyspy Atlantyku razem z Wyspami Brytyjskimi, Australię, wyspy południowego Pacyfiku oraz południową część Afryki, jest w stanie wojny z Eurazją (północna część kontynentu eurazjatyckiego) i zawsze była. Za chwilę może się okazać, że Oceanię z Eurazją łączy sojusz pokojowy, a wojna prowadzona jest ze Wschódazją (Chiny i kraje na południe od nich, Wyspy Japońskie oraz duży, choć różnej wielkości obszar na terenie Mandżurii, Mongolii i Tybetu) i zawsze tak było. Absurd? Nie. Dwójmyślenie.

Wielki Brat stojący na czele Partii, organu władzy w Oceanii, patrzy. Obserwuje obywateli żyjących w angsocu (tamtejsza odmiana socjalizmu) z plakatów, a część społeczeństwa z teleekranów. Władza wie wszystko i wszystko wytropi. Najwyższą wartością jest najwyższe oddanie Partii - choć ciężko uniknąć myślozbrodni, za którą można trafić do niezbadanych pomieszczeń Ministerstwa Miłości. Winston Smith, główny bohater, pracuje w Ministerstwie Prawdy, w Departamencie Archiwów. Do jego zadań należy poprawianie archiwalnych artykułów w gazetach tak, aby były zgodne z aktualnie głoszonymi poglądami władzy. Funkcjonują jeszcze dwa ministerstwa - Ministerstwo Pokoju i Ministerstwo Obfitości. Nie będę wyjaśniać czym się zajmują, ale z pewnością nie tym, na co wskazują nazwy.

Społeczeństwo jest podzielone na 3 grupy: proli - czyli ludzi najbiedniejszych, ale może też najszczęśliwszych w pewnym sensie, bo nikt ich nie inwigiluje, przysługuje im swoista wolność myśli; Zewnętrzną Partię - należą do niej szeregowi urzędnicy tacy jak Winston, pracują w czterech ministerstwach ku chwale Wielkiego Brata i Oceanii; Wewnętrzną Partię - jest to dosyć enigmatyczna część, nie jest łatwo się z nią spotkać, jej członkowie dostają najlepsze towary, np. spożywcze, niedostępne dla mas.

Tutaj chciałabym przerwać swoją opowieść o antyutopijnym świecie Orwella, ale muszę jeszcze wspomnieć o pojęciu nowomowy. Większość z nas słyszała z pewnością hasło "nowomowa partyjna", ale pewnie nie wszyscy zdają sobie sprawę skąd się to wzięło i co to w ogóle jest. Autor objaśnia podstawowe reguły nowomowy w Aneksie książki, natomiast w skrócie jest to zabieg na języku, którego celem jest jego zubożenie. W "Roku 1984" chodzi np. o zniwelowanie niepotrzebnych, zdaniem Partii, słów, a także (niezwykle sztuczne) ujednolicenie zasad gramatycznych. Po co ludziom słowa "dobry" i "zły", skoro można powiedzieć "dobry" i "bezdobry"? Im mniej słów, tym trudniej formułować abstrakcyjne myśli, które mogłyby prowadzić do buntu przeciw systemowi.

A na koniec powinna być moja opinia. Nie jest łatwo oceniać dzieło klasyczne, a przy tym dzieło wielkie. Bez względu na to co ja sądzę o "Roku 1984", dzieło pozostanie dziełem (i tak być powinno). Kiedy Orwell w 1949 r. wydawał swoje opus magnum (?) nie mógł wiedzieć jak potoczą się dalsze losy świata, mógł to sobie jedynie wyobrażać. Przewidywał, że w Oceanii do 2050 r. zostanie całkowicie wprowadzona nowomowa. Tak sobie ostatnio pomyślałam, że niby przewidywania pisarza się nie spełniły, ale jeśli przyjrzeć się językowi, którym posługuje się młodzież, to kto wie... Być może w pewnych aspektach można byłoby się pokusić o nazwanie tego zjawiska nowomową.

"Rok 1984" robi wrażenie, ale myślałam, że większe. Jest to bardzo dobra książka o ponurym klimacie i określonym fatum, do którego spełnienia dąży Winston. Warto ją przeczytać, ale ja cieszę się, że zrobiłam to dopiero teraz - posiadając już pewną wiedzę o świecie i o społeczeństwie.
Share /

6 komentarzy

  1. O niejednej znanej książce, gdy słyszy się same superlatywy, można oczekiwać zbyt wiele - lepiej czytać je bez nastawienia, że sięgamy po arcydzieło :)

    Porównanie mowy dzisiejszej młodzieży do nowomowy jest ciekawą myślą, ale to wymagałoby chyba większej dyskusji - bo czy samo ubóstwo języka większości młodych ludzi uprawnia już do mówienia o nowomowie? Za to pod ten gatunek podpada mi poprawność polityczna, która chwilami poszła chyba zbyt daleko (wszystkie określenia, w których zamiast używania antagonizmu dodaje się do pozytywnego przymiotnika słowo inaczej).

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałem jako dzieciak, ale zamierzam powrócić żeby zrozumieć to czego wtedy nie kapowałem i więcej wynieść z lektury :P

    OdpowiedzUsuń
  3. @Karodziejka: To była luźna myśl, dlatego napisałam, że "być może w pewnych aspektach".

    @Louis: True ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam dwukrotnie - ocenzurowaną wersję (a mimo to w drugim obiegu) w latach osiemdziesiątych (będąc w liceum) i kilka miesięcy temu, jako osoba już mocno dojrzała. Jakbym czytała dwie różne książki. Wtedy czytało się ją niejako w opozycji, jako sprzeciw, jako bunt, czując się niejako współbohaterem. Teraz czytałam bez oczekiwań, bez nastawienia, nie traktując jej jak arcydzieło. I suma sumarum oceniam ją bardzo wysoko i uważam, że na miano arcydzieła zasuguje (oczywiście w mojej ocenie)

    OdpowiedzUsuń
  5. wszystkie książki czytane po jakimś czasie nabierają innego znaczenia, bo przecież się zmieniamy, zmieniają się nam nasze gusta, poglądy. Ja teraz ze względów zawodowych czytam szkolne lektury raz jeszcze, niektóre po 10-letniej przerwie i widzę je zupełnie inaczej, co więcej, dopiero teraz je doceniam.
    Pozdrawiam, kinga

    OdpowiedzUsuń
  6. @guciamal; @kinga: Jeszcze czytając "Rok 1984" wiedziałam, że będę musiała do tej książki wrócić. Ale na razie coś zdecydowanie lżejszego oraz sporo literatury przedmiotu (dla równowagi).

    OdpowiedzUsuń

Twitter

Instagram

Quaz Bogart idzie w miasto. A ja jak powinnam się ubrać?

Post udostępniony przez Dorota (@schizma9)

© Kawałek Cienia
designed by templatesZoo