Jak rozmawiać ze ślimakiem - Stephen Clarke

wtorek, 10 marca 2015


No jak? Bo sprawa nie jest prosta - szczególnie jeśli do Francji przyjedzie Anglik. Francuz, nawet jeżeli zrozumie o co Wyspiarzowi chodzi, to z przekory go zignoruje albo odpowie mu po francusku. A jeśli ten drugi zamówi, nie daj Boże, café au lait - kelner przyniesie mu filiżankę wielkością przypominającą talerz na zupę. No i trzeba będzie za tę przyjemność odpowiednio więcej zapłacić. Co zatem zrobić, żeby we Francji czuć się komfortowo? Przeczytać Jak rozmawiać ze ślimakiem Stephena Clarke’a.

Od razu na wstępie jednak przyznam, że mnie po przeczytaniu tej książki odeszła ochota na kolejne wizyty w kraju nad Sekwaną, bo mam wrażenie, że już zamówienie czegoś we francuskiej restauracji jest sportem ekstremalnym, a co dopiero załatwienie jakiejkolwiek innej sprawy… Clarke trochę demonizuje Francuzów - a właściwie Paryżan - co generalnie pasuje też do jego serii książek Merde!, dlatego myślę, że warto na jego spostrzeżenia popatrzeć z lekkim przymrużeniem oka. Lekkim. Może się też okazać, że czytając jak bardzo niektóre rzeczy zdziwiły autora kiedy po raz pierwszy się z nimi zetknął stwierdzicie, że chyba głupi jakiś, bo to co robią Francuzi wcale nie odbiega od zachowania Polaków. No bo kto z nas podporządkuje się jakimś zasadom tylko dlatego, że są zasadami? Trzeba na ich temat chociaż podyskutować, a nie przyjąć ot tak, bezrefleksyjnie. A z drugiej strony po co zmieniać coś, co od zawsze dobrze działa? A że Anglosasom wydaje się to niepraktyczne? Pff. Ich problem.

Autor podzielił swoją książkę na 11 przykazań, z których każde dotyczy jakiegoś innego aspektu życia - jedzenia, służby zdrowia, pracy czy miłości (i jeszcze siedmiu innych). W każdym rozdziale dostajemy w dowcipny i nieco przerysowany sposób podane informacje na temat tego, czego możemy się po Francuzach w każdym z wymienionych (i niewymienionych przeze mnie też) aspektów spodziewać. Natomiast na końcu każdego rozdziału umieszczone zostały mini-rozmówki, być może przydatne w bezpośrednich konfrontacjach. Przy czytaniu, a bardziej przy ewentualnym stosowaniu zasad trzeba pamiętać, że książka powstała w 2006 roku - co prawda to nie jest jakiś odległy czas, ale niewykluczone, że niektóre rzeczy mogły się zmienić. Nie mam tutaj na myśli mentalności ludzi, bo na to 10 lat nie wystarczy, ale wydaje mi się, że nie dałoby się tak rozwinąć turystyki, gdyby jedynymi osobami pracującymi na stanowiskach kelnerów były opryskliwe buce.

Aspekt jedzeniowy
Jeżeli podobała Wam się seria Merde!, myślę, że Jak rozmawiać ze ślimakiem też Wam podejdzie. Jeżeli wybieracie się do Paryża również możecie się z tą książką zapoznać. Może nie przyjmujcie od razu wszystkich zasugerowanych zasad do stosowania, ale miejcie je w pamięci. Może dzięki temu łatwiej Wam będzie zrozumieć Francuzów.
Share /

4 komentarze

  1. Wielokrotnie słyszałam, że we Francji to się z nikim nie dogadam po angielsku, że będą odpowiadać tylko po francusku itp. Byłam tam już trzykrotnie i próbowałam rozmawiać zarówno po angielsku, jak i po francusku, nigdy nie było żadnych problemów, kelnerki zawsze były miłe. :) Obawiam się, że taka książka mogłaby mnie odrobinę zirytować. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba zależy od nastawienia z jakim się czyta ;) Ale rzeczywiście można się zirytować - głównie ignorancją Brytyjczyka ;)

      Usuń

Twitter

Instagram

Jesienne suszenie żołędzi :) #autumn #fall #acorn

Post udostępniony przez Dorota (@schizma9)

© Kawałek Cienia
designed by templatesZoo