Blogroll się zwinął…

czwartek, 19 marca 2015

Musicie przeczytać wpis opatrzony takim zdjęciem. Nie ma innej rady.
Naszło mnie ostatnio parę refleksji i pomyślałam sobie, że gdzie lepiej je zostawić dla potomnych niż na blogu? Dodatkową motywacją powstania tego wpisu jest fakt, że już bardzo dawno na Kawałku Cienia nie pojawiło się nic, co nie byłoby tekstem o kolejnej przeczytanej przeze mnie książce. Dlatego oto jest coś.

Zmieniłam ostatnio wygląd bloga. Całkowicie (może nawet niektórzy zauważyli). Kupiłam nowy szablon (za dolary!), bo żaden z tych oferowanych przez bloggera, darmowych, nie spełniał moich niesprecyzowanych oczekiwań. W związku ze zmianą wypadło stąd sporo rzeczy - m.in. wspomniany w tytule blogroll, ale to wcale nie znaczy, że przestałam odwiedzać inne blogi. Powiedziałabym, że wręcz przeciwnie, bo znalazłam sobie narzędzie do regularnego śledzenia co tam się dzieje u blogerskiej braci i póki co nawet z tego korzystam (znaczy się korzystam z feedly). Pomogło mi to w przeprowadzeniu pewnej selekcji tego, co śledzę - doszłam do wniosku, że w blogrollu było zdecydowanie zbyt wiele blogów, których i tak w ogóle nie odwiedzam. Top topów natomiast pozostał w zakładce polecam, bo te miejsca rzeczywiście mogę polecić z czystym sumieniem. Pozostałe śledzę z ukrycia.

Sława i bogactwo - oto czego oczekuję po zainwestowaniu dolarów w nowy szablon bloga
Tutaj, ni z gruszki, ni z pietruszki, dochodzę do rzeczy, która od dawna przewija się w różnych wpisach w różnych miejscach, a która uderzyła mnie ostatnio przez to, że zaczęłam zaglądać w różne zakątki blogosfery. Chodzi o to, że jest tak bardzo dużo tak bardzo złych tekstów… Wiecie, to nie znaczy, że uważam siebie za Alfę i Omegę blogowego pisarstwa ("blogowe pisarstwo"... to brzmi absurdalnie), może w związku z tym nie mam też zbyt wielu odwiedzających, nie? ;) Ale zęby mnie bolą kiedy widzę, że taka jedna z drugą dziunie mają po 40 komentarzy pod recenzją napisaną chyba w ramach jakiegoś wypracowania na polski. I to takiego wypracowania na 3+. No i te zakładki "współpraca" na blogach istniejących 3 miesiące… Wiem, że już pewnie z milion osób o tym pisało (nie no, wiem, że nie milion - taka figura retoryczna ;) ), ale w końcu i ja muszę, bo mnie to trochę wkurza. Ale tylko trochę, bo przecież wcale nie muszę zaglądać w takie ciemne miejsca internetu i blogosfery i wszystko będzie po staremu.

Jaki blog, taka Alfa i Omega... W ogóle doceńcie ten kalambur, który tutaj zawarłam ;] (autor zdjęcia: Jamie)
Jest też kwestia samego wyglądu blogów, ale to już właściwie zależy od gustu. Aczkolwiek jeśli wchodzę gdzieś i strona jest przeładowana jakimś badziewiem, które nie chce się załadować, to często nie czekam i stamtąd wychodzę. Chociaż ostatnio zdarza się to jakby rzadziej - kwestia lepszego łącza albo komputera? Nie znam się, nie będę spekulować. Widzę też pewien problem w doborze czcionek, z czym również ja się borykałam przy zmianie szablonu - nie wszystkie czcionki mają polskie znaki, przez co niektóre wyglądają paskudnie. No bo patrzę ja sobie na tytuł napisany piękną kursywą, niezwykłym fontem i nagle, jak mi po oczach nie da takie chamskie "ż", "ę" i "ś" wprost z Times New Roman... Nie wiem, może tym, którzy korzystają z tych oryginalnych krojów wszystko wyświetla się poprawnie, ale mnie to psuje odbiór strony. Trochę bije w moje, niezbyt może rozwinięte, ale jednak, poczucie estetyki.

To takie tam żale blogerki książkowej ;) Tutaj, jako ciekawostkę, możecie przeczytać tekst, który popełniłam prawie dwa lata temu na temat blogosfery: klik

Do następnego!

PS. Mój mąż twierdzi, że ten tekst nie przysporzy mi nowych przyjaciół. Może mieć rację ;)

No dobra, w końcu to blog o książkach


Share /

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Twitter

Instagram

Jesienne suszenie żołędzi :) #autumn #fall #acorn

Post udostępniony przez Dorota (@schizma9)

© Kawałek Cienia
designed by templatesZoo