Kaznodzieja - Camilla Läckberg

wtorek, 17 marca 2015


Księżniczka z lodu była ok, więc postanowiłam nieco bliżej zapoznać się z twórczością Camilli Läckberg, która chyba zrobiła w naszym kraju całkiem sporą karierę swoimi powieściami. Cóż, mogłabym powiedzieć, że widzę pewne niedociągnięcia w warsztacie pisarki, ale w sumie znawcą nie jestem. Jedynie czytelniczką, która twórczość może ocenić - wiadomo - portfelem (mogłabym też wypożyczać książki z biblioteki, ale odkąd wyprowadziłam się od rodziców jakoś mi nie po drodze do tych miłych przybytków). No bo, nie oszukujmy się, ilość sprzedanych egzemplarzy ma dla wydawcy znaczenie. Ale dosyć wstępów.

Znowu jesteśmy we Fjällbace (hm, tak to się odmienia?), niewielkiej miejscowości położonej na zachodnim wybrzeżu Szwecji. Mały chłopiec odnajduje w Wąwozie Królewskim zwłoki młodej kobiety, a po wezwaniu na miejsce odpowiednich służb okazuje się, że ciało leży na dwóch szkieletach. Co to może oznaczać? Nie odkryję przed Wami Ameryki jeśli napiszę, że zapowiada się trudne śledztwo z wieloma odniesieniami do przeszłości, które poprowadzić musi, a jakże, znany nam z poprzedniej części, Patrik Hedström. A skąd tytuł? Ano stąd, że nestor rodu zamieszanego w całą sprawę nazywany był kaznodzieją w związku ze swoją działalnością, a jeden z jego wnuków w pewnym sensie kontynuuje jego misję. Oczami wyobraźni widziałam te zgromadzenia jak w latach 90-tych w Stanach, ten typ uniesienia religijnego, który niejednokrotnie oglądałam w amerykańskich filmach czy serialach - ostatnio np. w True Detective (swoją drogą, polecam serial!). W chwilach odpoczynku od głównej osi fabularnej mamy okazję zajrzeć do poznanej w Księżniczce lodu Eriki Falck, a zupełnie przy okazji dowiadujemy się co tam słychać u jej siostry. Takie tam odwiedziny u starych znajomych.

Akcja toczy się współcześnie (no, w roku 2003), ale oto dowód na odniesienia do przeszłości
Cóż więcej mogę dodać… Jak w większości tego typu książek okazuje się, że każdy ma jakąś pilnie strzeżoną tajemnicę, której nie chce wydać za żadne skarby, bo jej ujawnienie zburzy misternie zbudowane, ale chwiejne szczęście (lub chociaż jego namiastkę w postaci jakiej takiej równowagi psychicznej). Już po drugiej powieści widzę, że Läckberg ma swój schemat budowania historii, którego się trzyma - i nie twierdzę, że to źle. Przecież Agatha Christie też mocno trzymała się swoich schematów. I jeszcze taka ważna uwaga - autorce udało się utrzymać moje zainteresowanie do końca i nie rozczarować mnie zakończeniem.

Jeżeli potrzebujecie odprężenia przy kryminale, to śmiało możecie brać się za Kaznodzieję. Jeśli nie potrzebujecie relaksu, ale macie ochotę na jakąś niezobowiązującą lekturę, to też nie czujcie się skrępowani. Możecie tę książkę potraktować nawet jako pokarm dla duszy - nie powoduje niestrawności. Miłego czytania!

Ja już przeczytałam


Share /

2 komentarze

  1. Twórczość tej autorki jeszcze przede mną. Ale mam nadzieję, że szybciej niż później uda mi się po nią sięgnąć.

    OdpowiedzUsuń

Twitter

Instagram

Quaz Bogart idzie w miasto. A ja jak powinnam się ubrać?

Post udostępniony przez Dorota (@schizma9)

© Kawałek Cienia
designed by templatesZoo