Autostopem przez galaktykę - Douglas Adams

czwartek, 15 marca 2012

Podróżowaliście kiedyś autostopem? Ja nigdy. Chyba bym się bała. A wyobraźcie sobie taką podróż w kosmosie. Oczyma duszy mojej widzę takiego autostopowicza unoszącego się przy Drodze Mlecznej czekającego na okazję. To mogłoby być interesujące.

Zasadniczo nie czytam science fiction, jakoś nie czuję tych klimatów. Ale czasem zdarza mi się od tej reguły odstąpić. Przeczytałam "Kongres Futurologiczny" Lema - był ok, teraz "Autostopem przez galaktykę" - też poszło. Chyba dlatego, że to takie sf na wesoło. Douglas Adams napisał książkę w klimatach Pratchetta zanim Pratchett zaczął pisać (a przynajmniej wydawać) swój Świat Dysku.

Przy Dworcu Fabrycznym w Łodzi wyburzają teraz (albo za chwilę będą) kamienice, które przeszkadzają w budowie nowego dworca. U Adamsa trzeba wyburzyć... Ziemię, bo przeszkadza w budowie międzygalaktycznej trasy szybkiego ruchu. Że ludzie nic o tym nie wiedzieli? No przecież stosowną informację można było przeczytać w odpowiednim urzędzie. A że na Alfa Centauri? No cóż, jeśli na czymś ci zależy, to dotrzesz do każdej informacji. W obliczu unicestwienia naszej planety blednie nawet spór Artura Denta ze służbami burzącymi jego dom. Arturowi udaje się przeżyć kataklizm dzięki przyjacielowi, Fordowi Prefectowi. Okazuje się bowiem, że Ford przybył przed kilkunastoma laty z innej planety, bo pisze nową wersję przewodnika pt. "Autostopem przez galaktykę" - niezbędnika dla kosmicznych podróżników. Tak zaczyna się przygoda Artura, przy której pierwsza podróż człowieka na Księżyc to wypad do sąsiadki - i to mieszkającej na tym samym piętrze.

Nie będę pisać więcej o fabule, bo książka jest krótka i można ją przeczytać w 2-3 wieczory. Nawet jeśli nie jest się fanem sf. To taka sympatyczna opowieść dostarczająca przyjemnej rozrywki. Ale jest jeszcze jedna ważna rzecz, której pewnie się nie spodziewacie (jeśli nie czytaliście książki) - bohaterowie poszukują odpowiedzi na niezwykle ważne pytania o sens wszystkiego. I znajdują ją, ale chyba nie tego się spodziewali...

"Autostopem przez galaktykę" to powieść odprężająca, mimo że zaczyna się od destrukcji Ziemi. Mogłabym polecić każdemu choć nie jestem pewna czy wielbiciele non-fiction byliby tą pozycją zachwyceni. O całą resztę jestem spokojna.

PS. Na koniec bonus muzyczny. Dawno tego zespołu nie słyszałam, choć ich debiutancką płytę mam na półce. Od tamtego czasu wydali kilka albumów, z ostatniego pochodzi ten oto singiel. Panie i Panowie - Coma w utworze "Los cebula i krokodyle łzy" (teledysk kręcony w Łodzi):



Share /

9 komentarzy

  1. Czytałam i złe i dobre opinie o tej książce. Sama nie jestem fanką science fiction, ale od czasu do czasu lubię przenieść się w zupełnie nowe rejony wszechświata. Cały czas zastanawiam się, czy ulec książce... Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja sci-fi uwielbiam ale akurat to "kultowe" Autostopem przez galaktykę sam przeczytałem dopiero w zeszłym miesiącu. Razem z kolejnym tomem, bezpośrednią kontynuacją, czyli "Restauracją na końcu wszechświata" i przyznam, że średnio mi się podobało. Autor ma kilka zabawnych spostrzeżeń, ale reszta książki jest dość slapstickowa i mimo wszystko do wyrafinowanego na swój sposób Prattcheta mu daleko. A w drugim tomie spadek formy zdecydowany, a ponoć im dalej tym jeszcze gorzej.

    Mimo to pierwszy tom warto przeczytać, bo jest naprawdę króciutki, a poznamy z niego genezę kilku motywów, które do popkultury sci-fi na stałe się dostały, czyli np. motyw ręcznika, czy właśnie odpowiedź na to nurtujące pytanie :) nawet google podaje tę właśnie odpowiedź jak sie wpisze pytanie o sens wszystkiego :P

    OdpowiedzUsuń
  3. @okonakulture: Nawet jeśli "Autostopem..." Ci się nie spodoba, to nie stracisz na tę książkę zbyt wiele czasu - myślę, że możesz zaryzykować :)

    @Iscariote: To czy się lubi slapstick, czy nie, jest kwestią gustu - zatem nie musi to być od razu zarzut dla książki (czy też filmu). No i nie zgodzę się, że daleko Adamsowi do Pratchetta - choćby dlatego, że Świat Dysku pojawił się później niż "Autostopem...", więc nie wiem czy porównywanie w tę stronę jest tak do końca uprawnione ;P

    No i, cholera, jednak nie trzeba czytać książki, żeby znaleźć odpowiedź na pytanie o sens wszystkiego... Ech. Wszędzie te spoilery.

    OdpowiedzUsuń
  4. Iscarione ja przeczytałam całą "trylogię w pięciu tomach" i myślę, że można przeczytać pierwsze trzy. Ostatni tom psuje wszystko. Cóż, zdarza się...

    OdpowiedzUsuń
  5. Film uwielbiam i myślę, że czas najwyższy przeczytać książkę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie działa to w drugą stronę - teraz czas obejrzeć film ;)

      Usuń
  6. Zgłaszam się ja, fanka, co to "Autostopem" przeczytała wzdłuż i wszerz i w poprzek i do tyłu, hehe. Bardzo, ale to bardzo mi odpowiada cała ta trylogia w pięciu częściach, choć zgadzam się z Julką, że pod koniec to już autor obniżył loty...
    Dobrze sobie powtórzyć od czasu do czasu "don't panic" :) I mieć zawsze ze sobą ręcznik!

    Co do filmów - moim zdaniem ta pozycja nie ma szczęścia do adaptacji. Film kinowy - eee, stoi na efektach, Marvin wielkogłowy, Ford czarny, eeee.
    Był jeszcze miniserial BBC, sześć odcinków, efekty mierne, ale zważmy, iż powstał w latach 80' bodajże. Humor jednakowoż jakoś bardziej mi pasował. Tylko okropną aktorkę grającą Trilian bym wyrzuciła z miejsca.
    Jak ktoś będzie miał sposobność, to zachęcam do obejrzenia :) (Jeżu, jeżu, ja do tego kiedyś tłumaczyłam napisy, ale chęci starczyło na jeden czy dwa odcinki :P)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O serialu nie słyszałam, mam za to w planach film. Za jakiś czas ;)

      Usuń

Twitter

Instagram

Quaz Bogart idzie w miasto. A ja jak powinnam się ubrać?

Post udostępniony przez Dorota (@schizma9)

© Kawałek Cienia
designed by templatesZoo