Wedle reguły kreacji - Artur Boratczuk

wtorek, 26 lipca 2011


To mój pierwszy e-book (nie liczę "Moralności pani Dulskiej" w liceum, której nie zdążyłam wypożyczyć przed omawianiem). I, mimo że czytałam z monitora, nie było tak źle jak myślałam, że będzie.

Teraz mogę też przyznać, że zasiadając do czytania byłam pełna obaw dotyczących treści. "Wedle reguły kreacji" jest efektem self-publishingu, a więc założenia, że każdy może wydać to, co napisze - w wersji elektronicznej. Od razu też zaznaczę, że swój e-gzemplarz otrzymałam od autora. Ale nie znaczy to, że moja opinia podyktowana jest wdzięcznością lub fałszywą lojalnością.

To po prostu interesująca opowieść o życiu Stanisława Szmita urodzonego w 1943 roku we Fraudencji. Trochę mi ta historia przypominała "Kajtkowe przygody" - głównie przez wiejską scenerię na początku i, oczywiście, bociana leczonego w domu (już drugi raz w tym miesiącu bociani motyw - fatum?). Z drugiej strony trochę widziałam w tym serial "Daleko od szosy" (nigdy nie oglądałam go w całości, znam tylko urywki) pozbawiony humorystycznych wątków. W całość wplata się najnowsza historia Polski - Stanisława nie omija aresztowanie za wywrotowość - oraz nieco twórczego szaleństwa.

Nie będę zdradzać fabuły, bo to książka obyczajowa, więc wydaje mi się, że byłoby to trochę jak zdradzanie "kto jest mordercą". Grunt, że czyta się dobrze, a język jest dopasowany do klimatu i charakteru opowieści. Jasne, nie jest to pozycja bez wad - mnie na przykład średnio do gustu przypadło zakończenie, ale to już jest kwestia oczekiwań jakie stawia się czytanej pozycji.

Nie zamierzam pisać tutaj peanów na cześć autora, ale uważam, że jeśli self-publishing owocowałby tylko takimi książkami, to nikt nie musiałby się martwić o ewentualne zaniżanie literackiego poziomu rynku. Zdarzyło mi się czytać znacznie gorsze książki od "Wedle reguły kreacji" i nikt mi nie zwróci straconego przy nich czasu. Tym razem czasu nie straciłam - i uważam tak, mimo że generalnie nie przepadam za polską prozą.

Liczę na to, że autor będzie wciąż doskonalił swój warsztat literacki i następnym razem dostarczy nam utwór bardziej rozbudowany. Choć, z drugiej strony, osobiście lubię krótkie formy, a "Wedle reguły kreacji" jest dla mnie obszernym opowiadaniem. Pożyjemy, zobaczymy.
Share /

10 komentarzy

  1. Zgadzam się książka jest dobra. Ale opowiadanie? Raczej nowela lub minipowieść.

    OdpowiedzUsuń
  2. @..dr Kohoutek: Hm, jeśli już, to minipowieść. Chociaż na gatunkach literackich się nie znam ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo dziękuje za recenzję. Cieszę się, też że udało mi się choć w niewielkim stopniu przełamać brak zaufania do e-booków. Ja sam zostałem wychowany w otoczeniu, książek papierowych, czytam je namiętnie. Ale nabożnego stosunku do nich nie mam. Książka to tylko przedmiot. Hołubienie książki dla jej cech fizycznych to trochę składanie czci złotemu cielcowi. Książka to słowa i przekaz za nimi się kryjący, w jaki sposób one trafią do Czytelnika, jest sprawą drugorzędną. Pierwsze utwory literackie w dziejach ludzkości nie miały w ogóle formy pisanej. Opowiadano je sobie z pamięci przy ogniskach, recytowali je wędrowni dziadowie na rynkach miast. Takim powrotem do korzeni są chyba coraz bardziej popularne adiobooki. Potem książki zapisywano na glinianych tabliczkach, na papirusie, na pergaminie. I pewnie zakonni skrybowie też biadolili nad upadkiem książki, gdy Gutenberg rozpowszechnił druk. Teraz powoli wchodzimy po prostu w następny etap ekspansji słowa. Blogerzy, zwracam uwagę, już dawno ten próg przekroczyli, bo przecież nikt z Waszych Czytelników nie narzeka: "A, co to za recenzje, jakby na papierze było, w gazecie, to tak, to by się przeczytało, ale oczy męczyć przed komputerem?":))

    I jeszcze chciałem skrobnąć o zakończeniu Wedle reguły kreacji, które Pani nie przypadło do gustu. Każdy Czytelnik ma prawo do własnego odczytania każdej książki. Jednak autor ma też prawo do przedstawienia swojego zamierzania. Otóż zakończeniem, typu otwartego, jak w Lalce Prusa, nawiązałem, w sposób dość klarowny, jak mi się wydaje, bo wynikało to też z całej treści, do sławnego zdania Immanuela Kanta: "Są dwie rzeczy, które napełniają duszę podziwem i czcią, niebo gwiaździste nade mną, prawo moralne we mnie. Są to dla mnie dowody, że jest Bóg nade mną i Bóg we mnie", co jest dla mnie inną odmianą fragmentu psalmu 115, także grającego dużą rolę w książce. Dlaczego nawiązałem i dlaczego tak zakończyłem? Bo uważam, że tylko podziw i pokora wobec nieskończoności, a nie sama chęć jej poznania, jest kluczem do szczęścia, którego tak bardzo bohaterowi Wedle reguły kreacji brakowało. I myślę, że w ostatniej scenie, on był szczęśliwy.
    Artur Boratczuk

    OdpowiedzUsuń
  4. @Artur Boratczuk: Nie twierdzę, że e-booki są złe, ale "Moralność pani Dulskiej" czytałam mając jeszcze monitor crt i jego migotanie przyprawiało mnie o ból głowy. Teraz jedyną niedogodnością jest to, że jeszcze nie dorobiłam się czytnika e-booków, więc byłam przykuta do fotela przed monitorem (na szczęście lcd) ;)

    A co do zakończenia - to nawet nie chodziło o ten ostatni moment, ale raczej o cały proces (jeśli można to tak nazwać) podejmowania decyzji o wyjeździe z kraju. No ale to już takie czepianie się z mojej strony ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Sama nie wiem... Generalnie nie czytuję takich książek, dla mnie są one dość nudzące. Raczej nie sięgnę.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. @Maruda007: Ja generalnie też nie czytuję, ale to była wyjątkowa sytuacja ;) No i okazuje się, że czasem warto spróbować - ale nic na siłę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. To dobrze, że wychodzą na światło dzienne takie książki, które z jednej strony są całkowitymi debiutami raczkujących pisarzy-amatorów, a z drugiej prezentują całkiem niezły poziom literacki.

    Ja w przeciwieństwie do Ciebie nie lubię krótkich form. Uwielbiam sagi, długie i piękne powieści, a do zbioru opowiadań trzeba mnie długo, długo przekonywać. Podświadomie biorę już w księgarniach i bibliotekach tylko wielkie tomiszcza, by potem nie ulec wrażeniu, że historia za szybko się skończyła. Ale ta książka, którą zrecenzowałaś, bardzo mnie zaintrygowała.

    E-booki nie przemawiają do mnie, jak na razie. Nie znoszę czytać długich tekstów (nawet jeśli to krótkie opowiadanie to jest dla mnie i tak za długie) z ekranu komputera. Ale aktualnie zastanawiam się nad czytnikiem e-booków - to na pewno zmieni moje podejście do e-książek ;)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. @Claudette: No i taki czytnik e-booków na pewno pozwoli zaoszczędzić nieco miejsca w domu ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. ja również dostaję często książki od autorów właśnie w formie elektronicznej. Gorzej z czytaniem...oczywiście nie z powodu lenistwa...

    OdpowiedzUsuń
  10. @pisanyinaczej: Nie jestem na tyle popularną blogerką, żeby często dostawać książki od autorów - to był pierwszy raz ;) Może powinieneś pomyśleć o czytniku e-booków? Nie testowałam, ale wydaje mi się, że to może być fajna sprawa. Szkoda tylko, że w Polsce generalnie e-booki nie są specjalnie tańsze od wydań papierowych :/ (chyba że coś się zmieniło, a ja nie zaktualizowałam jeszcze swoich informacji)

    OdpowiedzUsuń

Twitter

© Kawałek Cienia
designed by templatesZoo